Po wielu próbach i brakach pomysłów, udało mi się, cokolwiek osiągnąć.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
~Felix~
– Nie mam pojęcia. –
Mój głos lekko drżał, a oczy unikały kontaktu. Spodziewałem się
teraz negatywnej reakcji. Pewnie nie uwierzą, w to co mówię i będą
próbowali, wyciągnąć ze mnie prawdę za wszelką cenę. Przed
oczami stanęły mi sceny z tych wszystkich horrorów, które tak
nałogowo oglądam nocami. Ile dałbym teraz za to, aby nie znać
żadnej z nich.
– Masz. Jedyna rzecz,
której nie posiadasz to rozum. Podpowiadałby ci teraz zdradzenie
nam kombinacji tych cyfr. – Niski facet w tenisówkach oparł się
ręką o ścianę i spoglądał na mnie z góry. Te wszystkie
momenty, gdy mówiłem, że gorzej być nie mogło, nie umywały się do
tej sytuacji. Próbowałem ruszyć rękami, które zostały perfidnie
związane za plecami, jednak nie przynosiło to żadnych rezultatów.
Nawet krzyk nic nie zadziałałby w tej sytuacji. Dom jest ogromny i
byłem w nim tylko ja oraz moi oprawcy. Dostanie w mordę nie było
tym, czego najbardziej pragnąłem.
– Nie znam jej –
powtórzyłem głośniej, załamującym się głosem. Mężczyzna zacisnął
pięść i uniósł ją w celu wymierzenia mi ciosu w twarz.
Skuliłem się jak najbardziej tylko mogłem, aby nie otrzymać od
tego psychola większych obrażeń niż te, które były
nieuniknione.
– Nie zna. Nie słyszałeś?
Szybciej sam byś to odszyfrował, więc lepiej zabierz się za to.
Nie mamy przecież całej nocy – spokojnie odparł czarnowłosy,
mierząc wzrokiem swojego towarzysza, na co ten prychnął,
powracając do sprzętu rozstawionego na podłodze. Odetchnąłem z
ulgą. Ból związanych nadgarstków nasilał się z każdą chwilą.
Tak samo jak malała szansa na moją ucieczkę. Tysiące kabli
rozłożonych po posadzce i setki świecących diod przy niezbyt
ogromnych rozmiarów ekranie. Czułem, że wszystko, co zaplanowałbym
w swojej głowie, zostanie od razu odszyfrowane. Czytałem o tej
grupie bardzo wiele artykułów w internecie i gazetach. Dobra...
Zaczynam świrować. Przecież nie umieją czytać w myślach. Moje
serce wybijało szalony rytm, a poczucie bezpieczeństwa we własnym
domu spadło do zera. Zacząłem przyglądać się każdemu facetowi
z osobna, ale nic poza sylwetką nie mogłem zarejestrować.
Pomyśleć, że moje życie mogłoby się zakończyć w tak młodym
wieku. Oparłem głowę o zimną ścianę, czekając na dalszy
przebieg tej chorej sytuacji. Nagle drzwi do gabinetu uchyliły się
i dały zarazem dostęp do najbardziej strzeżonych dokumentów moich
rodziców. Nieprzyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, gdy
wyobraziłem sobie, jaką kare dostane za nieupilnowanie
mieszkania... O ile oczywiście przeżyję. Bijąc się z myślami,
rozpatrywałem wszelkie sposoby ucieczki. Przecież nawet jeśli
podniosę się z tej podłogi z wielkim trudem, to daleko bym w takim
stanie nie zaszedł. Mogłoby być nawet gorzej. Wolałbym nie wiedzieć, jak
zostanę potraktowany za próbę ucieczki.
– No widzisz 012. Jak
chcesz, to potrafisz – skwitował jeden z mężczyzn i wszedł do
gabinetu. Ciekawe, czy na co dzień również zwracają się do
siebie tymi numerami. Usłyszałem trzaski szafek i szelest kartek.
Wysoki, napakowany mężczyzna opuścił gabinet, wsuwając coś do
kieszeni. Pozostali członkowie tej popieprzonej grupy chwycili
szybko torby, które leżały przy ścianie, i zaczęli zwijać cały
sprzęt. Nie przyglądałem się długo całemu zajściu, gdyż
czarnowłosy chłopak ponownie zakrył mi oczy jakimś kawałkiem
materiału i podniósł mnie z ziemi, prowadząc przed siebie.
Spanikowany starałem się wyrwać, lecz silny uścisk jego rąk mi
to uniemożliwiał, a usta znowu zostały zakneblowane. Poczułem
metaliczny smak, gdy przy próbie obrony ugryzłem się w wargę.
Syknąłem z bólu.
– Spokojnie. – Ciepły
oddech owiał moją szyję, na co zareagowałem grymasem i kolejnym
instynktownym szarpnięciem. Spokojnie? Jak mogę być spokojny!?
Ciekawe co on by zrobił, gdyby banda zamaskowanych facetów napadła
na niego w środku nocy.
Opuściliśmy moją
posiadłość, po czym zostałem wepchnięty na tylne siedzenie
samochodu, który stał na podjeździe. Zaraz za mną wsiadł
czarnowłosy.
– Niestety, nie będzie ci
dane podziwianie widoków podczas podróży. – Jego głos był taki
spokojny, niemal wesoły, a to działało na mnie niesamowicie
denerwująco. Zrezygnowany i tracący jakąkolwiek nadzieję oparłem
się o szybę.
– Możemy jechać –
mruknął chłopak.
– Z ciebie to jest więcej
szkody niż pożytku – westchnął ktoś, siedzący na przednim
siedzeniu.
– Oj nie przesadzaj –
skomentował zielonooki. – Beze mnie byś sobie nie poradził.
Kierowca zaśmiał się
cicho i wprowadził samochód na nierówną drogę, sprawiając, że
zacząłem obijać się o osobę siedzącą obok mnie, oraz o twarde
drzwi samochodu. Miałem wrażenie, że ta droga trwa w
nieskończoność, a strach przed tym, co wydarzy się później,
przyprawiał mnie o ból brzucha.
Gdy pojazd w końcu się zatrzymał,
poczułem rękę na swoim ramieniu. Podskoczyłem ze strachu,
odwracając głowę w stronę źródła dotyku. Dłoń wypchnęła
mnie z samochodu. Chwiejnie stanąłem na zimnej ziemi. Przenikliwy
wiatr uderzył w moją twarz, po czym owiał całe moje ciało, na co
zatrząsłem się, nabierając powietrza do płuc. Jedyne ubranie
jakie miałem na sobie w danym czasie, to służące mi za piżamę
czerwone skarpetki, przydługa koszulka i bokserki. Mimo że był
środek lata, ta noc była cholernie chłodna. Jakby wszyscy, łącznie
z naturą, zmówili się na zakatowanie mnie tej nocy. Nie dostałem
ani chwili na pomyślenie, gdzie mógłbym się znajdować. Znany
uścisk pojawił się na moich ramionach, wywołując u mnie kolejną
fale strachu. Zostałem pociągnięty do przodu i poprowadzony przez
las, co udało mi się wywnioskować po gałęziach, leżących pod
moimi nogami i charakterystycznym zapachu sosen. W pewnym
momencie nasz marsz zmienił się niemal w bieg, a ostre patyki
boleśnie zaczepiały o moje nogi. Gdybym teraz wyrwał się i
pobiegł w drugą stronę. Tylko jak? Ucieczka z zawiązanymi oczami
była niemożliwa. Nagle zostałem zatrzymany wraz z dźwiękiem
otwieranych drzwi. Wprowadzili mnie do środka, a moje stopy znalazły
się na o wiele cieplejszych od ziemi panelach. Teraz podążałem
dość krętym korytarzem. Wtedy pozbawiono mnie opaski zakrywającej
oczy i siłą wrzucono do pokoju znajdującego się na końcu owego
korytarza. Zaraz za mną wszedł chłopak, którego twarz udało mi
się zobaczyć.
– Będziesz tu mieszkał
przez jakiś czas. – Po jego słowach gwałtownie rozejrzałem się
dookoła. Miejsce to było zwykłym drewnianym domem, jak mniemam
zbudowanym w środku lasu. Zauważyłem wyjście i dodatkowe drzwi.
Prawdopodobnie znajdowała się za nimi łazienka. Czystość
pozostawiała wiele do życzenia. Zakurzone szafy i pojedyncze
pajęczyny na suficie to niemiły widok. Chociaż przyznaję, że
widziałem gorsze przypadki. Podejrzliwie spojrzałem na napastnika.
Panował tu lekki mrok, dlatego brunet włączył lampę stojącą
na jednej z szafek.
– Żartujesz? Mam żyć w
takim burdelu? – Patrzyłem na niego jak na debila.
– Mogę przynieść ci
parę kwiatków z lasu, królewiczu.
– Mam uczulenie na kurz –
odparłem, przecierając oczy.
– Potraktuj to jako
darmową terapię uodporniającą. Tam znajdziesz potrzebne rzeczy. –
Zobaczyłem jak chłopak pokazuje mi półkę, na której leżała
czarna walizka. Moje ręce i usta zostały uwolnione z krępujących
je więzów.
Podszedłem do wskazanej
rzeczy, otwierając ją.
– Co macie zamiar ze mną
zrobić? – zapytałem cicho, przerzucając ubrania w walizce.
– Nie martw się o to. –
Krótka odpowiedź dotarła do moich uszu. – Zadbam o to, abyś nie
umarł tu z głodu. Jak się domyślasz, łazienka jest za tamtymi
drzwiami i to jedyne miejsce, poza tym pokojem, do którego będziesz
miał wstęp.
– Znajdą mnie –
warknąłem, patrząc mu w oczy, a na miejsce strachu pojawiła się
złość.
– Życzę im powodzenia. –
Kpiący uśmiech zawitał na jego twarzy, po czym poprawił czarną
grzywkę, spadającą mu na oczy. To niesamowite jak zwykły,
beznadziejny bandyta działał mi na nerwy. Pewny, że dalsza rozmowa
nie ma sensu, wróciłem do przeszukiwania ekwipunku, który
otrzymałem. Ogółem znajdowały się tam niezbędne rzeczy takie
jak ubrania, podstawowe kosmetyki, parę ołówków i kartek ( pewnie
dla zabicia nudy). Zamknąłem walizkę i oparłem się o szafkę,
patrząc pytająco na osobę przede mną. Ma zamiar tak stać i
obserwować mnie całą noc?
– Dobranoc, Felixie –
rzucił krótko i ruszył w stronę drzwi. Zanim wyszedł, zatrzymał
się na moment. – Odwiedzę cię rano.
Zostałem sam w tym ponurym
pomieszczeniu. Warunki były do zniesienia, jednak zdecydowanie
wolałbym mój własny pokój niż tę klatkę. Gdyby nie podkusiło
mnie, aby zdejmować mu maskę, lub wychodzić na korytarz, to pewnie
spałbym wygodnie w moim ukochanym łóżku przed telewizorem.
Włamywacze potrzebowali czegoś z biura, a ja jestem im zbędny.
Może mnie wypuszczą. Śmiało stwierdzam, że nawet zawadzam i
psuję ich przemyślany plan. To poprawiło mi humor. Opadłem na
łóżko, kładąc głowę na miękkiej poduszce, lecz zaraz po tych
myślach pojawiły się o wiele czarniejsze i chyba bardziej realne
interpretacje tego zdarzenia. Skoro widziałem twarz tamtego
chłopaka, to nie ma szans żeby, wypuścili mnie na wolność i dali
możliwość opowiedzenia wszystkim tego, co widziałem. Rozejrzałem
się ostatni raz przed zaśnięciem. Doszedł do mnie fakt, iż pokój
nie ma żadnego okna. Z jednej strony nie dziwię się. Miałbym
możliwość rozpoznania miejsca, w którym byłem
przetrzymywany. Oczywiście, jeśli będzie mi dane je opuścić. Z
drugiej jednak strony, odcinanie mnie całkowicie od świata, wydawało
mi się takie nieludzkie. Jutro obudzę się bez zapachu kwiatów,
który zawsze unosi się z mojego ogrodu. Bez rażącego słońca.
Jedynie marna lampka, stojąca na starej zakurzonej szafce, dawała
mi szansę na odnalezienie się w tym więzieniu.