sobota, 28 września 2013

Druga Szansa 4

Po wielu próbach i brakach pomysłów, udało mi się, cokolwiek osiągnąć.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

~Felix~

     – Nie mam pojęcia. – Mój głos lekko drżał, a oczy unikały kontaktu. Spodziewałem się teraz negatywnej reakcji. Pewnie nie uwierzą, w to co mówię i będą próbowali, wyciągnąć ze mnie prawdę za wszelką cenę. Przed oczami stanęły mi sceny z tych wszystkich horrorów, które tak nałogowo oglądam nocami. Ile dałbym teraz za to, aby nie znać żadnej z nich.
     – Masz. Jedyna rzecz, której nie posiadasz to rozum. Podpowiadałby ci teraz zdradzenie nam kombinacji tych cyfr. – Niski facet w tenisówkach oparł się ręką o ścianę i spoglądał na mnie z góry. Te wszystkie momenty, gdy mówiłem, że gorzej być nie mogło, nie umywały się do tej sytuacji. Próbowałem ruszyć rękami, które zostały perfidnie związane za plecami, jednak nie przynosiło to żadnych rezultatów. Nawet krzyk nic nie zadziałałby w tej sytuacji. Dom jest ogromny i byłem w nim tylko ja oraz moi oprawcy. Dostanie w mordę nie było tym, czego najbardziej pragnąłem.
     – Nie znam jej – powtórzyłem głośniej, załamującym się głosem. Mężczyzna zacisnął pięść i uniósł ją w celu wymierzenia mi ciosu w twarz. Skuliłem się jak najbardziej tylko mogłem, aby nie otrzymać od tego psychola większych obrażeń niż te, które były nieuniknione.
     – Nie zna. Nie słyszałeś? Szybciej sam byś to odszyfrował, więc lepiej zabierz się za to. Nie mamy przecież całej nocy – spokojnie odparł czarnowłosy, mierząc wzrokiem swojego towarzysza, na co ten prychnął, powracając do sprzętu rozstawionego na podłodze. Odetchnąłem z ulgą. Ból związanych nadgarstków nasilał się z każdą chwilą. Tak samo jak malała szansa na moją ucieczkę. Tysiące kabli rozłożonych po posadzce i setki świecących diod przy niezbyt ogromnych rozmiarów ekranie. Czułem, że wszystko, co zaplanowałbym w swojej głowie, zostanie od razu odszyfrowane. Czytałem o tej grupie bardzo wiele artykułów w internecie i gazetach. Dobra... Zaczynam świrować. Przecież nie umieją czytać w myślach. Moje serce wybijało szalony rytm, a poczucie bezpieczeństwa we własnym domu spadło do zera. Zacząłem przyglądać się każdemu facetowi z osobna, ale nic poza sylwetką nie mogłem zarejestrować. Pomyśleć, że moje życie mogłoby się zakończyć w tak młodym wieku. Oparłem głowę o zimną ścianę, czekając na dalszy przebieg tej chorej sytuacji. Nagle drzwi do gabinetu uchyliły się i dały zarazem dostęp do najbardziej strzeżonych dokumentów moich rodziców. Nieprzyjemne ciepło rozlało się po moim ciele, gdy wyobraziłem sobie, jaką kare dostane za nieupilnowanie mieszkania... O ile oczywiście przeżyję. Bijąc się z myślami, rozpatrywałem wszelkie sposoby ucieczki. Przecież nawet jeśli podniosę się z tej podłogi z wielkim trudem, to daleko bym w takim stanie nie zaszedł. Mogłoby być nawet gorzej. Wolałbym nie wiedzieć, jak zostanę potraktowany za próbę ucieczki.
     – No widzisz 012. Jak chcesz, to potrafisz – skwitował jeden z mężczyzn i wszedł do gabinetu. Ciekawe, czy na co dzień również zwracają się do siebie tymi numerami. Usłyszałem trzaski szafek i szelest kartek. Wysoki, napakowany mężczyzna opuścił gabinet, wsuwając coś do kieszeni. Pozostali członkowie tej popieprzonej grupy chwycili szybko torby, które leżały przy ścianie, i zaczęli zwijać cały sprzęt. Nie przyglądałem się długo całemu zajściu, gdyż czarnowłosy chłopak ponownie zakrył mi oczy jakimś kawałkiem materiału i podniósł mnie z ziemi, prowadząc przed siebie. Spanikowany starałem się wyrwać, lecz silny uścisk jego rąk mi to uniemożliwiał, a usta znowu zostały zakneblowane. Poczułem metaliczny smak, gdy przy próbie obrony ugryzłem się w wargę. Syknąłem z bólu.
     – Spokojnie. – Ciepły oddech owiał moją szyję, na co zareagowałem grymasem i kolejnym instynktownym szarpnięciem. Spokojnie? Jak mogę być spokojny!? Ciekawe co on by zrobił, gdyby banda zamaskowanych facetów napadła na niego w środku nocy.
Opuściliśmy moją posiadłość, po czym zostałem wepchnięty na tylne siedzenie samochodu, który stał na podjeździe. Zaraz za mną wsiadł czarnowłosy.
     – Niestety, nie będzie ci dane podziwianie widoków podczas podróży. – Jego głos był taki spokojny, niemal wesoły, a to działało na mnie niesamowicie denerwująco. Zrezygnowany i tracący jakąkolwiek nadzieję oparłem się o szybę.
     – Możemy jechać – mruknął chłopak.
     – Z ciebie to jest więcej szkody niż pożytku – westchnął ktoś, siedzący na przednim siedzeniu.
     – Oj nie przesadzaj – skomentował zielonooki. – Beze mnie byś sobie nie poradził.
Kierowca zaśmiał się cicho i wprowadził samochód na nierówną drogę, sprawiając, że zacząłem obijać się o osobę siedzącą obok mnie, oraz o twarde drzwi samochodu. Miałem wrażenie, że ta droga trwa w nieskończoność, a strach przed tym, co wydarzy się później, przyprawiał mnie o ból brzucha. 
     Gdy pojazd w końcu się zatrzymał, poczułem rękę na swoim ramieniu. Podskoczyłem ze strachu, odwracając głowę w stronę źródła dotyku. Dłoń wypchnęła mnie z samochodu. Chwiejnie stanąłem na zimnej ziemi. Przenikliwy wiatr uderzył w moją twarz, po czym owiał całe moje ciało, na co zatrząsłem się, nabierając powietrza do płuc. Jedyne ubranie jakie miałem na sobie w danym czasie, to służące mi za piżamę czerwone skarpetki, przydługa koszulka i bokserki. Mimo że był środek lata, ta noc była cholernie chłodna. Jakby wszyscy, łącznie z naturą, zmówili się na zakatowanie mnie tej nocy. Nie dostałem ani chwili na pomyślenie, gdzie mógłbym się znajdować. Znany uścisk pojawił się na moich ramionach, wywołując u mnie kolejną fale strachu. Zostałem pociągnięty do przodu i poprowadzony przez las, co udało mi się wywnioskować po gałęziach, leżących pod moimi nogami i charakterystycznym zapachu sosen. W pewnym momencie nasz marsz zmienił się niemal w bieg, a ostre patyki boleśnie zaczepiały o moje nogi. Gdybym teraz wyrwał się i pobiegł w drugą stronę. Tylko jak? Ucieczka z zawiązanymi oczami była niemożliwa. Nagle zostałem zatrzymany wraz z dźwiękiem otwieranych drzwi. Wprowadzili mnie do środka, a moje stopy znalazły się na o wiele cieplejszych od ziemi panelach. Teraz podążałem dość krętym korytarzem. Wtedy pozbawiono mnie opaski zakrywającej oczy i siłą wrzucono do pokoju znajdującego się na końcu owego korytarza. Zaraz za mną wszedł chłopak, którego twarz udało mi się zobaczyć.
     – Będziesz tu mieszkał przez jakiś czas. – Po jego słowach gwałtownie rozejrzałem się dookoła. Miejsce to było zwykłym drewnianym domem, jak mniemam zbudowanym w środku lasu. Zauważyłem wyjście i dodatkowe drzwi. Prawdopodobnie znajdowała się za nimi łazienka. Czystość pozostawiała wiele do życzenia. Zakurzone szafy i pojedyncze pajęczyny na suficie to niemiły widok. Chociaż przyznaję, że widziałem gorsze przypadki. Podejrzliwie spojrzałem na napastnika. Panował tu lekki mrok, dlatego brunet włączył lampę stojącą na jednej z szafek.
     – Żartujesz? Mam żyć w takim burdelu? – Patrzyłem na niego jak na debila.
     – Mogę przynieść ci parę kwiatków z lasu, królewiczu.
     – Mam uczulenie na kurz – odparłem, przecierając oczy.
     – Potraktuj to jako darmową terapię uodporniającą. Tam znajdziesz potrzebne rzeczy. – Zobaczyłem jak chłopak pokazuje mi półkę, na której leżała czarna walizka. Moje ręce i usta zostały uwolnione z krępujących je więzów.
Podszedłem do wskazanej rzeczy, otwierając ją.
     – Co macie zamiar ze mną zrobić? – zapytałem cicho, przerzucając ubrania w walizce.
     – Nie martw się o to. – Krótka odpowiedź dotarła do moich uszu. – Zadbam o to, abyś nie umarł tu z głodu. Jak się domyślasz, łazienka jest za tamtymi drzwiami i to jedyne miejsce, poza tym pokojem, do którego będziesz miał wstęp.
     – Znajdą mnie – warknąłem, patrząc mu w oczy, a na miejsce strachu pojawiła się złość.
     – Życzę im powodzenia. – Kpiący uśmiech zawitał na jego twarzy, po czym poprawił czarną grzywkę, spadającą mu na oczy. To niesamowite jak zwykły, beznadziejny bandyta działał mi na nerwy. Pewny, że dalsza rozmowa nie ma sensu, wróciłem do przeszukiwania ekwipunku, który otrzymałem. Ogółem znajdowały się tam niezbędne rzeczy takie jak ubrania, podstawowe kosmetyki, parę ołówków i kartek ( pewnie dla zabicia nudy). Zamknąłem walizkę i oparłem się o szafkę, patrząc pytająco na osobę przede mną. Ma zamiar tak stać i obserwować mnie całą noc?
     – Dobranoc, Felixie – rzucił krótko i ruszył w stronę drzwi. Zanim wyszedł, zatrzymał się na moment. – Odwiedzę cię rano.
Zostałem sam w tym ponurym pomieszczeniu. Warunki były do zniesienia, jednak zdecydowanie wolałbym mój własny pokój niż tę klatkę. Gdyby nie podkusiło mnie, aby zdejmować mu maskę, lub wychodzić na korytarz, to pewnie spałbym wygodnie w moim ukochanym łóżku przed telewizorem. Włamywacze potrzebowali czegoś z biura, a ja jestem im zbędny. Może mnie wypuszczą. Śmiało stwierdzam, że nawet zawadzam i psuję ich przemyślany plan. To poprawiło mi humor. Opadłem na łóżko, kładąc głowę na miękkiej poduszce, lecz zaraz po tych myślach pojawiły się o wiele czarniejsze i chyba bardziej realne interpretacje tego zdarzenia. Skoro widziałem twarz tamtego chłopaka, to nie ma szans żeby, wypuścili mnie na wolność i dali możliwość opowiedzenia wszystkim tego, co widziałem. Rozejrzałem się ostatni raz przed zaśnięciem. Doszedł do mnie fakt, iż pokój nie ma żadnego okna. Z jednej strony nie dziwię się. Miałbym możliwość rozpoznania miejsca, w którym byłem przetrzymywany. Oczywiście, jeśli będzie mi dane je opuścić. Z drugiej jednak strony, odcinanie mnie całkowicie od świata, wydawało mi się takie nieludzkie. Jutro obudzę się bez zapachu kwiatów, który zawsze unosi się z mojego ogrodu. Bez rażącego słońca. Jedynie marna lampka, stojąca na starej zakurzonej szafce, dawała mi szansę na odnalezienie się w tym więzieniu.

czwartek, 26 września 2013

Przepraszam!

Wiem, że ostanio przesadziłem z przerwą między rozdziałami, ale mam wyjątkowo dużo nauki. W ten weekend postaram sie dodać kolejny rozdział. :/

wtorek, 3 września 2013

Druga Szansa 3

Jednak się nie wyrobiłem na zapowiedziany termin, ale myślę, że czas mam nie najgorszy. c:
-----------------------------------------------------------------------------------------------

~Felix~

     Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy bezskutecznie próbowałem zapalić światło. Przewidywałem awarię, więc chwyciłem latarkę, po czym zapaliłem ją, rozświetlając pomieszczenie. Opuściłem pokój i podążyłem korytarzem do schodów. Pewnie nie zamknąłem okna i przeciąg zrzucił jakiś przedmiot na podłogę. Jeśli będzie to coś cennego, to będę miał przejebane do końca życia. Moja matka tak kocha wszystkie swoje antyczne sprzęty. Nie zasnąłbym, gdybym najpierw nie skontrolował tej sytuacji. Rozglądałem się zmęczonym wzrokiem, świecąc latarką na obrazy znanych malarzy. Kątem oka dostrzegłem cień, który przepłynął po ścianie. Zamarłem w bezruchu. To zdecydowanie nie jest normalne... spokojnie Felix, powtarzałem sobie w myślach, wycofując się do pokoju. Gdy dotarłem do drzwi, zamknąłem je za sobą szybko, rozmyślając nad rozwiązaniem tej sytuacji. Nagłe olśnienie poprowadziło mnie w stronę alarmu, znajdującego się przy uchylonym oknie. Chłodny wiatr owiał moją twarz, gdy znalazłem się w owym miejscu. Moje szczęście w tym momencie było „ogromne”. Alarm również nie działał, a ja zacząłem coraz bardziej panikować. Usiadłem na skraju łóżka, wyłapując najmniejszy szelest, jednak cisza otaczała mnie z każdej strony. Jedyne co mi zostało, to prześlizgnąć się do gabinetu ojca. Zawsze trzymał tam niewielki pistolet. Uchyliłem drzwi, wyglądając na korytarz. Do moich uszu nie dobiegały żadne dźwięki, a to potęgowało strach, który paraliżował mnie i nie pozwalał myśleć logicznie. Przeszedłem korytarzem i zatrzymałem się na schodach. Cisza. Niespodziewanie poczułem czyjeś ręce, szczelnie zasłaniające mi usta. W półmroku zauważyłem, że napastnik zbliża coś w kierunku mojej szyi. Nie zastanawiając się długo, gdyż wszystko trwało dosłownie sekundę, obezwładniłem go. Można powiedzieć, że samoobrona to mój atut. Uczyłem się jej z polecenia ojca i jak widać, takie rzeczy czasami się przydają. Usłyszałem dźwięk noża, upadającego na marmurowe schody, a zaraz za nim wyraźne tąpnięcie ciała osoby, decydującej się na taki perfidny atak mojej osoby. Przecież nie jestem bezbronnym dzieciakiem. Zdążyłem zobaczyć, że postać posiadała maskę, idealnie zakrywającą jej twarz. Maska ta wydawała się być znajoma. Po chwili skojarzyłem ją z dość sławną i nie uchwytną jak do tej pory organizacją. Ozdoba, a raczej ochrona przed wzrokiem obcych, jaką mieli na twarzy, przypominała pysk wilka. Szybkim ruchem zdjąłem kamuflaż z napastnika, a w tym momencie sprawa potoczyła się trochę innym torem, niż bym chciał. Było zbyt ciemno, aby przewidzieć każdy jego ruch. Tak, zorientowałem się, że zaatakował mnie mężczyzna, chociaż braki oświetlenia dawały się we znaki, dojrzałem młodego chłopaka z ciemnymi włosami. Tym razem to ja zostałem obezwładniony, a moje ręce unieruchomione za plecami. Oczywiście był to zwykły przypadek. Gdyby to miejsce posiadało chociaż trochę światła, to ten facet nie miałby ze mną szans, co nie? Usta zatkał mi kawałkiem materiału, który został zawiązany z tyłu mojej głowy. Strach potęgował się z każdą minutą. Większe detale jego urody zobaczyłem, gdy znalazł się bliżej mnie. Prowadzony w dół schodów, prosto do mojej własnej piwnicy, oczekiwałem najgorszego. Pewnie zmasakrowane ciało zostanie odnalezione z samego rana. Rażące światło zaślepiło mnie na moment. Przymknąłem oczy, aby przyzwyczaić się do tych warunków. Zostałem pchnięty na podłogę, na co zareagowałem sykiem bólu. Przysunąłem się do ściany i rozejrzałem po pomieszczeniu. Przede mną znajdowała się grupa mężczyzn w tych samych maskach co chłopak, który zaatakował mnie na schodach.
     – 08, kurwa, maska! – krzyknął potężny mężczyzna.
     – Zobaczył mnie! Umie się dzieciak bronić. – Usłyszałem odpowiedź czarnowłosego chłopaka. Skierowałem na niego wzrok, gdy nagle oberwał prosto w twarz od swojego większego towarzysza. Reszta osób zareagowała, nie dopuszczając do bójki.
     – Nie potrzebnie braliśmy go ze sobą – skomentował jeden z nich.
     – Dobrze wiesz, jaka jest sytuacja. – Facet siedzący przy drzwiach do prywatnego biura moich rodziców, próbował rozbroić sprytnie zainstalowane zabezpieczenie przed włamaniem. Ojciec zaplanował budowę tego pomieszczenia akurat tu, aby uczynić je bezpieczniejszym.
     – Dom miał być pusty! – krzykną mocno zdenerwowany czarnowłosy. – Właśnie tak umiesz załatwić każdą sprawę.
     – Byłem przekonany, że tak będzie.
     – Ja widzę tu jedno rozwiązanie. – Jeden z włamywacz podszedł do mnie, mierząc mi bronią prosto w skroń. Zamknąłem oczy, kuląc się w kącie, a moje serce pracowało na najwyższych obrotach.
     – Nie radzę. – zareagował młody chłopak.
     – Widział twoją twarz. Chcesz puścić go wolno, żeby wkopać nas wszystkich?
     – Weźmy go ze sobą. Potem uzgodnimy co z nim zrobić.
     – Będą go szukać.
     – Ale nie znajdą – stwierdził krótko, zapalając papierosa, którego wydobył z kieszeni czarnych rurek. W sumie każdy z nich ubrany był na czarno.
Starałem się pozbierać myśli i opanować zdenerwowanie. Pokonanie wszystkich zabezpieczeń w naszym domu jest nie wykonalne. Jak sprytny umysł musiał mieć ktoś, kto zajął się tym wszystkim.
Czarnowłosy chłopak kucnął na podłodze obok mnie, a duszący dym tytoniowy dostał się do moich płuc. Odruchowo odwróciłem głowę od źródła nieprzyjemnego zapachu.
     – Patrz na mnie – mruknął pod nosem. – Jak do tej pory nie ma wśród nas mordercy. Jeśli będziesz współpracował, nic ci nie będzie.
Spojrzałem w jego kierunku, starając się zapamiętać każdy szczegół wyglądu napastnika. Skoro nic mi nie będzie, to będę mógł przekazać wszystko policji, prawda? Nie będę ocieniał męskiej urody, ale na pewno nie byłbym zły, gdybym wyglądał tak jak on.
     – A teraz będziesz nam bardzo pomocny, Felixie. – Moje usta zostały uwolnione z wcześniej zawiązanego materiału.
     – W czym? – rzuciłem krótko, patrząc w jego jadowicie zielone oczy. Na co ten uśmiechnął się lekko i odsunął ode mnie, wymieniając parę zdań z jednym ze swoich współpracowników.
     – Kod do drzwi – warknął potężny mężczyzna pod drzwiami. – Tak jak słyszałeś od 08. Grzecznie współpracuj.

Kod. Znają go tylko moi rodzice. Skąd miałem wiedzieć jaki jest? Poczułem na sobie wyczekujący wzrok.