niedziela, 29 grudnia 2013
sobota, 14 grudnia 2013
Druga Szansa 5
Chyba niewybaczalne są tak długie przerwy, więc obiecałem sobie, że kolejny rozdział napiszę już jutro.
----------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------
~Arian~
– Przekaż to Gabrielowi.
– Niemal chorobliwie chuda brunetka podała mi listę zakupów.
Niechętnie odebrałem od niej pogiętą kartkę.
– On już pojechał –
stwierdziłem krótko, próbując oddalić się od dziewczyny.
– No to do niego zadzwoń.
– Zatoczyła się pijacko i opadła na poplamiony sokiem fotel.
– Sama to zrób. –
Wskazałem na telefon, stojący niedaleko drzwi wejściowych. Miałem
już szczerze dość tego syfu i hałasu, jaki stwarzali moi goście.
Brunetka podniosła się, chwytając słuchawkę. Na moje
nieszczęście. Dziewczyna uderzyła kolanem w szafę, na co syknęła
z bólu i zrzuciła cały aparat telefoniczny na ziemię.
– Oj... naprawię –
powiedziała z uśmiechem.
Nie mogłem dłużej oglądać
tej tragedii, więc wyszedłem na korytarz, przepychając się między
rozmawiającymi uczestnikami imprezy. Moim celem było znalezienie tu
miejsca, w którym da się usłyszeć cokolwiek, poza śmiechem i
muzyką. Usiadłem na huśtawce w ogrodzie i rozejrzałem się
dookoła. Akurat tu było w miarę czysto. Pewnie dlatego, że zimny
wiatr dzielnie zapędzał wszystkich do środka... No może pomijając
pewną parę, leżącą niedaleko basenu. Wyjąłem telefon z
kieszeni. Nie dość, że nic nie idzie zgodnie z moim planem, to
jeszcze Felix nie raczył się pojawić. Nieźle poddenerwowany
odnalazłem numer do przyjaciela i przyłożyłem komórkę do ucha.
Spodziewałem się braku odpowiedzi, gdyż chłopak olewał moje
próby połączenia już od dłuższego czasu. Odrzuciłem telefon na
huśtawkę i ruszyłem w kierunku domu. Trzeba ogarnąć towarzystwo,
zanim rozpierdolą resztę mieszkania.
~Felix~
Nie zdawałem sobie sprawy,
jak ważny może być w życiu jeden, mały przedmiot, odmierzający
czas, dopóki nie odczułem jego braku. W więzieniu, jaki
zorganizowali mi ci popierdoleni ludzie, nie było żadnego zegara.
Ociężale podniosłem się ze skrzypiącego łóżka i usiadłem
przy drzwiach. Nie wiem, ile czasu mnie tu trzymają, ale czuję się,
jakbym nie widział światła dziennego przynajmniej z rok.
Podciągnąłem kolana pod brodę, opierając na nich głowę.
Właśnie tak wyglądało moje życie tutaj. Cały dzień
przesiadywałem niemal w bezruchu i tylko zastanawiałem się, czy
ktoś jeszcze o mnie pamięta. Czy powiadomili wszystkich moich
znajomych o zaginięciu? Czy starają się mnie odnaleźć?
– Dobrze wiesz, że z nimi
ciężko się dogadać. – Usłyszałem stłumiony, męski głos,
dochodzący zza drzwi.
– Tym razem będzie
dobrze. – odpowiedział ktoś niewyraźnie.
Ciężkie, drewniane drzwi
uderzyły w moje ramię.
– Auć – mruknąłem,
odsuwając się od źródła bólu.
– Ładnie to tak
podsłuchiwać? – zapytał czarnowłosy i odstawił tacę z
jedzeniem na pięknie wyczyszczony stolik. – Posprzątałeś tu...
– Mówiłem przecież, że
nie mogę żyć w takim syfie. – Wstałem z podłogi, po czym
skierowałem się w kierunku stolika z jedzeniem. Dostałem kanapki i
herbatę. Jak zwykle, pomyślałem, chwytając kubek. Przysiadłem na
sofie, bacznie obserwując chłopaka. Straciłem zaufanie do
wszystkich. Czułem się, jakbym nikogo nie obchodził... Mógłbym
moją osobę porównać nawet do psa, pilnującego podwórka. Chociaż
nie. Takie stworzenie ma w życiu jakiś cel. Ja jestem tu zbędnym
przedmiotem, na którego trzeba wydawać kasę, aby nie umarł z
głodu.
– No jedz. – Czarnowłosy
usiadł obok, podsuwając talerz bliżej mnie. Pewnie nie da mi
spokoju, dopóki nie zjem, jednak tym razem naprawdę nie miałem na
to ochoty.
– Nadal będę tu
siedział, co nie? – zapytałem cicho i zacząłem obracać w
dłoniach kolorowy kubek, w którym dostałem herbatę. Nie
doczekałem się odpowiedzi, a zamiast niej zobaczyłem chłopaka,
opuszczającego mój „pokój”.
– Chyba mogę wiedzieć! –
krzyknąłem za nim, gdy trzasnął drzwiami na pożegnanie. Krążyłem
po pomieszczeniu, zadając sobie tysiące pytań. Zdążyłem do tej
pory obszukać całe moje więzienie, w poszukiwaniu przedmiotu,
który mógłby pomóc mi się stąd wydostać . Przecież nie mogę
wiecznie tu siedzieć. Zacisnąłem pięści i z całej siły
uderzyłem w drewnianą ścianę. Ta jebana, mała klatka doprowadza
mnie do furii. Zrezygnowany przetarłem oczy i wyciągnąłem z półki
dwa ołówki. Zacząłem szkicować na panelach, to dużo lepsze
miejsce do rysowania niż zwykłe kartki. Odkryłem swoje zdolności
artystyczne zeszłej nocy, podczas której nie mogłem zmrużyć oka.
Nie łatwo wyobrazić sobie, jak chore myśli mogą przyjść
człowiekowi do głowy, gdy żyje na łasce złodziei, porywaczy i
Bóg wie kogo jeszcze. Połowa ścian i podłogi była już
zamalowana moimi wymyślnymi ilustracjami. Przydałby się jakieś
farby bądź kredki. Pomyślałem, że mógłbym sprawić, aby te
smutne drewno nabrało życia, które tak nieustannie upływa mi w
jednym, ponurym pokoju.
~Nathan~
Wysoki facet w marynarce spojrzał na mnie niechętnie. Jeśli
nie przestanie mnie tak obserwować, to pożałuje, że wsiadł do
tego autobusu. Widać, iż koleś ma dobrą prace i masę kasy.
Markowy garnitur, drogi telefon w ręku. Chyba nie zdaje sobie
sprawy, że na świecie istnieją osoby, które chętnie by taką
komórkę przywłaszczyły, a on od tak - afiszuje się nią w
państwowym autobusie. W sumie, zastanawiający jest fakt jego pobytu
tutaj. Pewnie ma nie jeden samochód. Autobus gwałtownie zahamował,
a ja poleciałem na oparcie siedzenia przed sobą. Naciągnąłem
kaptur na głowę i powróciłem do badania wzrokiem faceta,
siedzącego niedaleko mnie. Wysiadł on na najbliższym przystanku, a
ja rozsiadłem się wygodnie, będąc pewny, że nikt już nie
zakłóci mojego spokoju. Po jakimś czasie zostałem niemal sam.
Pojazd zwalniał przy ostatnim przystanku, jaki miał w planach tego
dnia. Wysiadłem pospiesznie i znalazłem się na ruchliwej,
przepełnionej hałasem i światłami ulicy. Pierwsze, co rzuciło mi
się w oczy, to gablota z najnowszymi ogłoszeniami. Podszedłem do
niej i odgarnąłem włosy, natrętnie opadające mi na oczy. „ Syn
sławnej pary naukowców zaginął!” Poniżej tego napisu
przymocowane było zdjęcie Felixa. Uśmiechnąłem się pod nosem,
gdy nagle dostrzegłem kobietę, która przyglądała się temu
samemu ogłoszeniu. Minąłem ją i poprawiłem kaptur, przysłaniając
swoje podkrążone oczy. Podążałem dobrze oświetlona ulicą w
centrum miasta. W końcu zatrzymałem się przed ewidentnie
oryginalnym sklepem. Uchyliłem stare, drewniane drzwi, a typowy
zapach „starości” dał o sobie znać.
– Dobry wieczór. Co tam,
Nat? – Usłyszałem w progu i ruszyłem w głąb pomieszczenia.
– Siema. Mamy lekkie
problemy. – Wyciągnąłem dłoń do starszego mężczyzny za ladą.
Gdy podał mi swoją, zauważyłem, że była ona tak strasznie
wychudzona i wątła. – Jak się czujesz?
– Nie jest źle. –
Uśmiechnął się do mnie nieznacznie.
Moją uwagę zwróciła
maskotka, stojąca przy kasie. Lekko połatany, pluszowy miś
przewiercał mnie swoim sztucznym wzrokiem. W tym sklepie nigdy nie
sprzedawali normalnych rzeczy. Po co komu taki stary pluszak?
– Trzymaj – mruknął
mężczyzna i z hukiem postawił na ladzie czarny plecak.
Podskoczyłem w lekkim szoku, który wyrwał mnie z przemyśleń.
– Nie uważasz, że przydałoby się tu jakieś lepsze oświetlenie?
– Wskazałem ręką na ledwo żywą lampkę, umieszczoną w rogu
sklepu. W takich chwilach mam wrażenie, że rzeczom martwym też
należy się współczucie.
– Może i masz rację –
stwierdził mężczyzna i przechylił lekko głowę w zastanowieniu.
Sięgnąłem do kieszeni,
wydobywając z niej małą fiolkę. Podrzuciłem ją lekko do góry i
złapałem drugą ręką.
– Nathan! Nie rób sobie
jaj! – Zobaczyłem jak oczy sprzedawcy rozszerzają się w
przerażeniu.
– Spokojnie – odparłem
z lekkim śmiechem, okładając przedmiot na blacie. Kolejny raz
zerknąłem na pluszaka, a po chwili namysłu zgarnąłem go z lady.
Mruknąłem jeszcze krótkie pożegnanie, opuszczając sklep z
plecakiem na prawym ramieniu. Za moimi plecami rozległo się ciche,
pogardliwe prychnięcie, co poszerzyło mi uśmiech na twarzy.
Kroczyłem spokojną
ulicą, oglądając uważnie misia. Teraz, w świetle latarni,
idealnie widoczne były jego oczy, wykonane z morskich guzików i
czarne, sztuczne futro, z którego został uszyty. Może poprawi
Felixowi humor.
Subskrybuj:
Posty (Atom)