wtorek, 3 września 2013

Druga Szansa 3

Jednak się nie wyrobiłem na zapowiedziany termin, ale myślę, że czas mam nie najgorszy. c:
-----------------------------------------------------------------------------------------------

~Felix~

     Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy bezskutecznie próbowałem zapalić światło. Przewidywałem awarię, więc chwyciłem latarkę, po czym zapaliłem ją, rozświetlając pomieszczenie. Opuściłem pokój i podążyłem korytarzem do schodów. Pewnie nie zamknąłem okna i przeciąg zrzucił jakiś przedmiot na podłogę. Jeśli będzie to coś cennego, to będę miał przejebane do końca życia. Moja matka tak kocha wszystkie swoje antyczne sprzęty. Nie zasnąłbym, gdybym najpierw nie skontrolował tej sytuacji. Rozglądałem się zmęczonym wzrokiem, świecąc latarką na obrazy znanych malarzy. Kątem oka dostrzegłem cień, który przepłynął po ścianie. Zamarłem w bezruchu. To zdecydowanie nie jest normalne... spokojnie Felix, powtarzałem sobie w myślach, wycofując się do pokoju. Gdy dotarłem do drzwi, zamknąłem je za sobą szybko, rozmyślając nad rozwiązaniem tej sytuacji. Nagłe olśnienie poprowadziło mnie w stronę alarmu, znajdującego się przy uchylonym oknie. Chłodny wiatr owiał moją twarz, gdy znalazłem się w owym miejscu. Moje szczęście w tym momencie było „ogromne”. Alarm również nie działał, a ja zacząłem coraz bardziej panikować. Usiadłem na skraju łóżka, wyłapując najmniejszy szelest, jednak cisza otaczała mnie z każdej strony. Jedyne co mi zostało, to prześlizgnąć się do gabinetu ojca. Zawsze trzymał tam niewielki pistolet. Uchyliłem drzwi, wyglądając na korytarz. Do moich uszu nie dobiegały żadne dźwięki, a to potęgowało strach, który paraliżował mnie i nie pozwalał myśleć logicznie. Przeszedłem korytarzem i zatrzymałem się na schodach. Cisza. Niespodziewanie poczułem czyjeś ręce, szczelnie zasłaniające mi usta. W półmroku zauważyłem, że napastnik zbliża coś w kierunku mojej szyi. Nie zastanawiając się długo, gdyż wszystko trwało dosłownie sekundę, obezwładniłem go. Można powiedzieć, że samoobrona to mój atut. Uczyłem się jej z polecenia ojca i jak widać, takie rzeczy czasami się przydają. Usłyszałem dźwięk noża, upadającego na marmurowe schody, a zaraz za nim wyraźne tąpnięcie ciała osoby, decydującej się na taki perfidny atak mojej osoby. Przecież nie jestem bezbronnym dzieciakiem. Zdążyłem zobaczyć, że postać posiadała maskę, idealnie zakrywającą jej twarz. Maska ta wydawała się być znajoma. Po chwili skojarzyłem ją z dość sławną i nie uchwytną jak do tej pory organizacją. Ozdoba, a raczej ochrona przed wzrokiem obcych, jaką mieli na twarzy, przypominała pysk wilka. Szybkim ruchem zdjąłem kamuflaż z napastnika, a w tym momencie sprawa potoczyła się trochę innym torem, niż bym chciał. Było zbyt ciemno, aby przewidzieć każdy jego ruch. Tak, zorientowałem się, że zaatakował mnie mężczyzna, chociaż braki oświetlenia dawały się we znaki, dojrzałem młodego chłopaka z ciemnymi włosami. Tym razem to ja zostałem obezwładniony, a moje ręce unieruchomione za plecami. Oczywiście był to zwykły przypadek. Gdyby to miejsce posiadało chociaż trochę światła, to ten facet nie miałby ze mną szans, co nie? Usta zatkał mi kawałkiem materiału, który został zawiązany z tyłu mojej głowy. Strach potęgował się z każdą minutą. Większe detale jego urody zobaczyłem, gdy znalazł się bliżej mnie. Prowadzony w dół schodów, prosto do mojej własnej piwnicy, oczekiwałem najgorszego. Pewnie zmasakrowane ciało zostanie odnalezione z samego rana. Rażące światło zaślepiło mnie na moment. Przymknąłem oczy, aby przyzwyczaić się do tych warunków. Zostałem pchnięty na podłogę, na co zareagowałem sykiem bólu. Przysunąłem się do ściany i rozejrzałem po pomieszczeniu. Przede mną znajdowała się grupa mężczyzn w tych samych maskach co chłopak, który zaatakował mnie na schodach.
     – 08, kurwa, maska! – krzyknął potężny mężczyzna.
     – Zobaczył mnie! Umie się dzieciak bronić. – Usłyszałem odpowiedź czarnowłosego chłopaka. Skierowałem na niego wzrok, gdy nagle oberwał prosto w twarz od swojego większego towarzysza. Reszta osób zareagowała, nie dopuszczając do bójki.
     – Nie potrzebnie braliśmy go ze sobą – skomentował jeden z nich.
     – Dobrze wiesz, jaka jest sytuacja. – Facet siedzący przy drzwiach do prywatnego biura moich rodziców, próbował rozbroić sprytnie zainstalowane zabezpieczenie przed włamaniem. Ojciec zaplanował budowę tego pomieszczenia akurat tu, aby uczynić je bezpieczniejszym.
     – Dom miał być pusty! – krzykną mocno zdenerwowany czarnowłosy. – Właśnie tak umiesz załatwić każdą sprawę.
     – Byłem przekonany, że tak będzie.
     – Ja widzę tu jedno rozwiązanie. – Jeden z włamywacz podszedł do mnie, mierząc mi bronią prosto w skroń. Zamknąłem oczy, kuląc się w kącie, a moje serce pracowało na najwyższych obrotach.
     – Nie radzę. – zareagował młody chłopak.
     – Widział twoją twarz. Chcesz puścić go wolno, żeby wkopać nas wszystkich?
     – Weźmy go ze sobą. Potem uzgodnimy co z nim zrobić.
     – Będą go szukać.
     – Ale nie znajdą – stwierdził krótko, zapalając papierosa, którego wydobył z kieszeni czarnych rurek. W sumie każdy z nich ubrany był na czarno.
Starałem się pozbierać myśli i opanować zdenerwowanie. Pokonanie wszystkich zabezpieczeń w naszym domu jest nie wykonalne. Jak sprytny umysł musiał mieć ktoś, kto zajął się tym wszystkim.
Czarnowłosy chłopak kucnął na podłodze obok mnie, a duszący dym tytoniowy dostał się do moich płuc. Odruchowo odwróciłem głowę od źródła nieprzyjemnego zapachu.
     – Patrz na mnie – mruknął pod nosem. – Jak do tej pory nie ma wśród nas mordercy. Jeśli będziesz współpracował, nic ci nie będzie.
Spojrzałem w jego kierunku, starając się zapamiętać każdy szczegół wyglądu napastnika. Skoro nic mi nie będzie, to będę mógł przekazać wszystko policji, prawda? Nie będę ocieniał męskiej urody, ale na pewno nie byłbym zły, gdybym wyglądał tak jak on.
     – A teraz będziesz nam bardzo pomocny, Felixie. – Moje usta zostały uwolnione z wcześniej zawiązanego materiału.
     – W czym? – rzuciłem krótko, patrząc w jego jadowicie zielone oczy. Na co ten uśmiechnął się lekko i odsunął ode mnie, wymieniając parę zdań z jednym ze swoich współpracowników.
     – Kod do drzwi – warknął potężny mężczyzna pod drzwiami. – Tak jak słyszałeś od 08. Grzecznie współpracuj.

Kod. Znają go tylko moi rodzice. Skąd miałem wiedzieć jaki jest? Poczułem na sobie wyczekujący wzrok.

5 komentarzy:

  1. A jednak! Porwą go, porwą! ;p
    Cóż, w sumie takiego przebiegu wydarzeń, jakim jest włamanie, nie przewidziałam. Ciekawie się to wszystko toczy. Do fabuły nie mam się co przyczepić, bo jest interesująca. W oczy rzuciło mi się kilka błędów, jednak teraz nie znajdę wszystkich. Jednym z nich było niedokończone zdanie: „Chłodny wiatr owiał moją twarz, gdy w owym miejscu.”. No i w tekście brakuje opisów, większość zdań jest pojedynczych i raczej „suchych”.
    Mimo to nie mogę się już doczekać kolejnej części, więc pisz i nie każ długo czekać. (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha racja. Zjadłem jedno słowo, juz poprawiam. Bardzo miło że czytasz.

      Usuń
  2. Jeszcze bardziej kocham : )

    OdpowiedzUsuń
  3. I.. Kiedy dodasz next-a? : (

    OdpowiedzUsuń