Jednak się nie wyrobiłem na zapowiedziany termin, ale myślę, że czas mam nie najgorszy. c:
-----------------------------------------------------------------------------------------------
~Felix~
Możecie wyobrazić
sobie moje zdziwienie, gdy bezskutecznie próbowałem zapalić
światło. Przewidywałem awarię, więc chwyciłem latarkę, po czym
zapaliłem ją, rozświetlając pomieszczenie. Opuściłem pokój i
podążyłem korytarzem do schodów. Pewnie nie zamknąłem okna i
przeciąg zrzucił jakiś przedmiot na podłogę. Jeśli będzie to
coś cennego, to będę miał przejebane do końca życia. Moja matka
tak kocha wszystkie swoje antyczne sprzęty. Nie zasnąłbym, gdybym
najpierw nie skontrolował tej sytuacji. Rozglądałem się zmęczonym
wzrokiem, świecąc latarką na obrazy znanych malarzy. Kątem oka
dostrzegłem cień, który przepłynął po ścianie. Zamarłem w
bezruchu. To zdecydowanie nie jest normalne... spokojnie Felix,
powtarzałem sobie w myślach, wycofując się do pokoju. Gdy
dotarłem do drzwi, zamknąłem je za sobą szybko, rozmyślając
nad rozwiązaniem tej sytuacji. Nagłe olśnienie poprowadziło mnie
w stronę alarmu, znajdującego się przy
uchylonym oknie. Chłodny
wiatr owiał moją twarz, gdy znalazłem się w
owym
miejscu.
Moje szczęście w tym momencie było „ogromne”. Alarm
również nie działał, a ja zacząłem coraz bardziej panikować.
Usiadłem na skraju łóżka, wyłapując najmniejszy szelest, jednak
cisza otaczała mnie z każdej strony. Jedyne co mi zostało, to
prześlizgnąć się do gabinetu ojca. Zawsze trzymał tam niewielki
pistolet. Uchyliłem drzwi, wyglądając na korytarz. Do moich uszu
nie dobiegały żadne dźwięki, a to potęgowało strach, który
paraliżował mnie i nie pozwalał myśleć logicznie. Przeszedłem
korytarzem i zatrzymałem się
na schodach. Cisza.
Niespodziewanie poczułem
czyjeś ręce, szczelnie
zasłaniające mi
usta. W półmroku zauważyłem, że napastnik
zbliża
coś w kierunku mojej szyi. Nie zastanawiając się długo, gdyż
wszystko trwało dosłownie sekundę, obezwładniłem go.
Można powiedzieć, że
samoobrona to mój atut.
Uczyłem się jej z polecenia ojca i jak widać, takie rzeczy czasami
się przydają. Usłyszałem dźwięk noża, upadającego na
marmurowe schody, a zaraz za
nim wyraźne tąpnięcie ciała osoby,
decydującej się
na taki perfidny atak mojej
osoby. Przecież
nie jestem bezbronnym dzieciakiem.
Zdążyłem zobaczyć, że postać
posiadała
maskę, idealnie zakrywającą jej twarz. Maska
ta wydawała się być znajoma. Po chwili skojarzyłem ją z dość
sławną i nie uchwytną jak do tej pory organizacją. Ozdoba, a
raczej ochrona przed wzrokiem obcych,
jaką mieli na twarzy, przypominała pysk wilka. Szybkim
ruchem zdjąłem kamuflaż z napastnika, a w tym momencie sprawa
potoczyła się trochę innym torem, niż bym chciał. Było zbyt
ciemno, aby przewidzieć każdy jego ruch. Tak, zorientowałem się,
że zaatakował mnie mężczyzna, chociaż braki oświetlenia dawały
się we znaki, dojrzałem młodego chłopaka z ciemnymi włosami. Tym
razem to ja zostałem obezwładniony, a moje ręce unieruchomione za
plecami. Oczywiście był to zwykły przypadek. Gdyby to miejsce
posiadało chociaż trochę światła, to ten facet nie miałby ze
mną szans, co nie? Usta zatkał mi kawałkiem materiału, który
został zawiązany z tyłu mojej głowy. Strach potęgował się z
każdą minutą. Większe detale jego urody zobaczyłem, gdy znalazł
się bliżej mnie. Prowadzony w dół schodów, prosto do mojej
własnej piwnicy, oczekiwałem najgorszego. Pewnie zmasakrowane ciało
zostanie odnalezione z samego rana. Rażące światło zaślepiło
mnie na moment. Przymknąłem oczy, aby przyzwyczaić się do tych
warunków. Zostałem pchnięty na podłogę, na co zareagowałem
sykiem bólu. Przysunąłem się do ściany i rozejrzałem po
pomieszczeniu. Przede mną znajdowała się grupa mężczyzn w tych
samych maskach co chłopak, który zaatakował mnie na schodach.
– 08, kurwa, maska! –
krzyknął potężny mężczyzna.
– Zobaczył mnie! Umie się
dzieciak bronić. – Usłyszałem odpowiedź czarnowłosego
chłopaka. Skierowałem na niego wzrok, gdy nagle oberwał prosto w
twarz od swojego większego towarzysza. Reszta osób zareagowała,
nie dopuszczając do bójki.
– Nie potrzebnie braliśmy
go ze sobą – skomentował jeden z nich.
– Dobrze wiesz, jaka jest
sytuacja. – Facet siedzący przy drzwiach do prywatnego biura moich
rodziców, próbował rozbroić sprytnie zainstalowane
zabezpieczenie przed włamaniem. Ojciec zaplanował budowę tego
pomieszczenia akurat tu, aby uczynić je bezpieczniejszym.
– Dom miał być pusty! –
krzykną mocno zdenerwowany czarnowłosy. – Właśnie tak umiesz
załatwić każdą sprawę.
– Byłem przekonany, że
tak będzie.
– Ja widzę tu jedno
rozwiązanie. – Jeden z włamywacz podszedł do mnie, mierząc mi
bronią prosto w skroń. Zamknąłem oczy, kuląc się w kącie, a
moje serce pracowało na najwyższych obrotach.
– Nie radzę. –
zareagował młody chłopak.
– Widział twoją twarz.
Chcesz puścić go wolno, żeby wkopać nas wszystkich?
– Weźmy go ze sobą.
Potem uzgodnimy co z nim zrobić.
– Będą go szukać.
– Ale nie znajdą –
stwierdził krótko, zapalając papierosa, którego wydobył z
kieszeni czarnych rurek. W sumie każdy z nich ubrany był na czarno.
Starałem się pozbierać
myśli i opanować zdenerwowanie. Pokonanie wszystkich zabezpieczeń
w naszym domu jest nie wykonalne. Jak sprytny umysł musiał mieć
ktoś, kto zajął się tym wszystkim.
Czarnowłosy chłopak kucnął
na podłodze obok mnie, a duszący dym tytoniowy dostał się do
moich płuc. Odruchowo odwróciłem głowę od źródła
nieprzyjemnego zapachu.
– Patrz na mnie –
mruknął pod nosem. – Jak do tej pory nie ma wśród nas mordercy.
Jeśli będziesz współpracował, nic ci nie będzie.
Spojrzałem w jego kierunku,
starając się zapamiętać każdy szczegół wyglądu napastnika.
Skoro nic mi nie będzie, to będę mógł przekazać wszystko
policji, prawda? Nie będę ocieniał męskiej urody, ale na pewno
nie byłbym zły, gdybym wyglądał tak jak on.
– A teraz będziesz nam
bardzo pomocny, Felixie. – Moje usta zostały uwolnione z wcześniej
zawiązanego materiału.
– W czym? – rzuciłem
krótko, patrząc w jego jadowicie zielone oczy. Na co ten uśmiechnął
się lekko i odsunął ode mnie, wymieniając parę zdań z jednym ze
swoich współpracowników.
– Kod do drzwi – warknął
potężny mężczyzna pod drzwiami. – Tak jak słyszałeś od 08.
Grzecznie współpracuj.
Kod. Znają go tylko moi
rodzice. Skąd miałem wiedzieć jaki jest? Poczułem na sobie
wyczekujący wzrok.
A jednak! Porwą go, porwą! ;p
OdpowiedzUsuńCóż, w sumie takiego przebiegu wydarzeń, jakim jest włamanie, nie przewidziałam. Ciekawie się to wszystko toczy. Do fabuły nie mam się co przyczepić, bo jest interesująca. W oczy rzuciło mi się kilka błędów, jednak teraz nie znajdę wszystkich. Jednym z nich było niedokończone zdanie: „Chłodny wiatr owiał moją twarz, gdy w owym miejscu.”. No i w tekście brakuje opisów, większość zdań jest pojedynczych i raczej „suchych”.
Mimo to nie mogę się już doczekać kolejnej części, więc pisz i nie każ długo czekać. (:
Haha racja. Zjadłem jedno słowo, juz poprawiam. Bardzo miło że czytasz.
UsuńJeszcze bardziej kocham : )
OdpowiedzUsuńI.. Kiedy dodasz next-a? : (
OdpowiedzUsuńPostaram się jak najszybciej
Usuń