No
i zamieszczam kolejną część. Byłbym wdzięczny za komentarze,
abym wiedział, że moje pisanie ma sens. Trzeci rozdział jest
gotowy, zostało tylko sprawdzenie i może dodam go nawet jutro. :)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
~Felix~
Rażący
blask słońca padł na moje oczy, budząc mnie wraz z wesołym
okrzykiem Tim'a:
– Już
piąta, młody. Wstawaj!
Ociężale
wstałem z łóżka i lekko zataczając się na nogach, ruszyłem do
łazienki. Chwyciłem pozłacaną klamkę, a po chwili znalazłem się
pod prysznicem. Gdy opuściłem pomieszczenie, dotarł do mnie fakt,
iż musiałem spędzić tam sporo czasu, ponieważ cały mój pokój
błyszczał czystością. Tim się postarał, stwierdziłem w
myślach. Zgarnąłem jeszcze iPhone'a z antycznej półki przy łóżku
i wyszedłem z pokoju. Podążyłem marmurowymi schodami na parter.
– Felix,
chodź tu szybko, bo za chwilę wyjeżdżamy. – Moja ładnie
wyszykowana matka zarzuciła czarnymi lokami. – Swoją drogą,
mogłeś się trochę pospieszyć. Ile można siedzieć w łazience?
– Idę
– mruknąłem i wpatrzony w telefon, zatrzymałem się przy
gotowych do odjazdu rodzicach.
– Zacznijmy
od tego. – Podała mi pęk srebrnych kluczy z pluszową zawieszką
w kształcie świnki.
– Jaka
słodka! – krzyknąłem, przeciągając ostatnią literę mojej
wypowiedzi. Obejrzałem breloczek z każdej strony.
– Ogarnij
się, chłopie. – Usłyszałem stanowczy głos ojca.
– Ale
jest piękna. – Urażony schowałem klucze do kieszeni bluzy. Wtedy
matka rozpoczęła wyjaśnianie wszystkich oczywistych faktów. Na
przykład „ Nie szlajaj się po ulicach nocą”, „Nie organizuj
tu żadnych dzikich imprez”, „ Dbaj o każdy sprzęt w domu, gdyż
pieniądze nie rosną na drzewach”, chociaż w wypadku moich
rodziców, mógłbym się z ostatnim zdaniem nie zgodzić.
– A
tu masz kody na zabezpieczenie bramy i domu. Każdego dnia przed
snem, należy zaktualizować alarm. – Kolejna kartka ze wskazówkami
dostała się w moje ręce. – Wiesz gdzie znajdują się urządzenia
monitorujące?
– Ta
– odparłem, a kolejny sms od przyjaciela zaalarmował mnie o swoim
przyjściu.
– Wiesz,
że Tim i Sarah mieszkają daleko i przyjeżdżają o piątej, więc
jakbyś czegoś potrzebował po dwudziestej trzeciej, to musisz umieć
zająć się tym sam. Zrozumiano? – Zostałem zdzielony kaszmirową
rękawiczką, gdy uśmiechnąłem się do ekranu iPhone'a.
– Tak,
tak. Słucham Cię. – Odłożyłem telefon do kieszeni. – Poradzę
sobie, nie masz się o co martwić.
– Och,
jeszcze jedno. Media są przekonane, że jedziesz z nami. Nie powinny
cię nękać.
– Bardzo
się cieszę. Możecie już jechać. – Ze sztucznym uśmiechem
objąłem rodziców i poprowadziłem w stronę ogromnych, białych
drzwi wyjściowych.
– Pamiętaj,
że o każdym złamaniu regulaminu się dowiemy – rzucił szybko
ojciec.
– Tak,
wiem. – Odprowadziłem ich pod sam podjazd, gdzie wsiedli do
czarnego bmw i opuścili naszą posesję. Z uśmiechem na twarzy
wróciłem do mieszkania.
– Sarah!
Jakie plany na śniadanie?! – zawołałem, przekraczając próg.
Parę minut później znalazłem się w kuchni.
– Naleśniki?
– zapytała z uśmiechem.
– Dobrze.
Pomogę Ci. – Złapałem biały fartuch, wiszący przy kafelkowym
piecu.
Czas
leciał mi dość szybko. Pomyślałem, że zaproszę Ariana.
Odwiedził mnie po obiedzie i stwierdziliśmy, że zagramy w parę
gier planszowych, aby oderwać się od ekranów, spotykanych w tych
latach na każdym kroku. Rozsiedliśmy się na miękkim dywanie,
otulającym podłogę mojego pokoju. Rozłożyłem plansze i
poszperałem chwilę w szafce dębowego biurka, w poszukiwaniu kostki
do gry.
~Elias~
Zachodzące
słońce umilało mi drogę zatłoczonymi ulicami Londynu. Gdy
dotarłem na miejsce, było już praktycznie ciemno. Usiadłem przy
stoliku jednej z małych kawiarni przy końcu miasta. Teraz miałem
dużo czasu, na przemyślenie paru ważnych spraw. Ze świata
własnych pomysłów wyrwał mnie dzwonek telefonu.
– Tak?
– zapytałem odruchowo, stukając nerwowo palcami o blat stołu. –
Nie musisz się tym przejmować. Wszystko z nimi uzgodniłem.
Krępa
kobieta podeszła do stolika, pytając czy czegoś nie potrzebuję.
Zamówiłem kawę z mlekiem. Dziewczyna nabazgrała parę słów na
kartce i weszła do budynku kawiarni.
– Spokojnie.
Omówiłem wszystko. Co do szczegółu. – Kontynuowałem rozmowę,
wyciągając jednego papierosa z paczki. Kelnerka przyniosła moje
zamówienie. Postawiła filiżankę na stole, a aromat kawy mieszał
się z duszącym zapachem dymu tytoniowego. Miejsce w którym się
znajdowałem, nie było ani trochę podobne do centrum, w którym
hałas zatruwał życie mieszkańcom. Lampy przy kawiarni zapłonęły,
rozświetlając najbliższe otoczenie, a w tle dało się słyszeć
ciche rozmowy przechodniów. Parę cieni przepłynęło po chodniku i
zniknęło za zakrętem starego hotelu.
~Felix~
Arian
pożegnał się ze mną około dwudziestej drugiej, a ja zacząłem
upewniać się, czy nie zapomniałem wykonać któregoś ze zleconych
mi zadań.
– Felix,
będę jutro. Tak jak zawsze. Dobranoc – powiedział Tim,
zabierając swoje rzeczy z czerwonego fotela, stojącego przy
drzwiach.
– Dobranoc
– odpowiedziałem uprzejmie. Popędziłem do pokoju, sprawdzając
po drodze godzinę na starym zegarze, wiszącym w holu. Wziąłem
szybki prysznic i wyciągnąłem z szafy koszulkę. To jedna z moich
ulubionych. Szkoda, że nie mam takich więcej. Zarzuciłem ją na
siebie i wskoczyłem na łóżko, włączając panoramiczny
telewizor, wiszący naprzeciwko. Zanim się spostrzegłem, spałem
już bezwładnie na czerwonych poduszkach. Chwilowy i dość głośny
brzęk metalu wybudził mnie z koszmaru, który właśnie nawiedzał
mnie w śnie. Nie ukrywam, że byłem wdzięczny owemu hałasowi, ale
wolałem sprawdzić, czy nic się nie stało. Podniosłem się z
łóżka, szukając na ślepo włącznika światła.