piątek, 30 sierpnia 2013

Druga Szansa 2

No i zamieszczam kolejną część. Byłbym wdzięczny za komentarze, abym wiedział, że moje pisanie ma sens. Trzeci rozdział jest gotowy, zostało tylko sprawdzenie i może dodam go nawet jutro. :)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

~Felix~

      Rażący blask słońca padł na moje oczy, budząc mnie wraz z wesołym okrzykiem Tim'a:
      – Już piąta, młody. Wstawaj!
Ociężale wstałem z łóżka i lekko zataczając się na nogach, ruszyłem do łazienki. Chwyciłem pozłacaną klamkę, a po chwili znalazłem się pod prysznicem. Gdy opuściłem pomieszczenie, dotarł do mnie fakt, iż musiałem spędzić tam sporo czasu, ponieważ cały mój pokój błyszczał czystością. Tim się postarał, stwierdziłem w myślach. Zgarnąłem jeszcze iPhone'a z antycznej półki przy łóżku i wyszedłem z pokoju. Podążyłem marmurowymi schodami na parter.
      – Felix, chodź tu szybko, bo za chwilę wyjeżdżamy. – Moja ładnie wyszykowana matka zarzuciła czarnymi lokami. – Swoją drogą, mogłeś się trochę pospieszyć. Ile można siedzieć w łazience?
      – Idę – mruknąłem i wpatrzony w telefon, zatrzymałem się przy gotowych do odjazdu rodzicach.
      – Zacznijmy od tego. – Podała mi pęk srebrnych kluczy z pluszową zawieszką w kształcie świnki.
      – Jaka słodka! – krzyknąłem, przeciągając ostatnią literę mojej wypowiedzi. Obejrzałem breloczek z każdej strony.
      – Ogarnij się, chłopie. – Usłyszałem stanowczy głos ojca.
      – Ale jest piękna. – Urażony schowałem klucze do kieszeni bluzy. Wtedy matka rozpoczęła wyjaśnianie wszystkich oczywistych faktów. Na przykład „ Nie szlajaj się po ulicach nocą”, „Nie organizuj tu żadnych dzikich imprez”, „ Dbaj o każdy sprzęt w domu, gdyż pieniądze nie rosną na drzewach”, chociaż w wypadku moich rodziców, mógłbym się z ostatnim zdaniem nie zgodzić.
      – A tu masz kody na zabezpieczenie bramy i domu. Każdego dnia przed snem, należy zaktualizować alarm. – Kolejna kartka ze wskazówkami dostała się w moje ręce. – Wiesz gdzie znajdują się urządzenia monitorujące?
      – Ta – odparłem, a kolejny sms od przyjaciela zaalarmował mnie o swoim przyjściu.
      – Wiesz, że Tim i Sarah mieszkają daleko i przyjeżdżają o piątej, więc jakbyś czegoś potrzebował po dwudziestej trzeciej, to musisz umieć zająć się tym sam. Zrozumiano? – Zostałem zdzielony kaszmirową rękawiczką, gdy uśmiechnąłem się do ekranu iPhone'a.
      – Tak, tak. Słucham Cię. – Odłożyłem telefon do kieszeni. – Poradzę sobie, nie masz się o co martwić.
      – Och, jeszcze jedno. Media są przekonane, że jedziesz z nami. Nie powinny cię nękać.
      – Bardzo się cieszę. Możecie już jechać. – Ze sztucznym uśmiechem objąłem rodziców i poprowadziłem w stronę ogromnych, białych drzwi wyjściowych.
      – Pamiętaj, że o każdym złamaniu regulaminu się dowiemy – rzucił szybko ojciec.
      – Tak, wiem. – Odprowadziłem ich pod sam podjazd, gdzie wsiedli do czarnego bmw i opuścili naszą posesję. Z uśmiechem na twarzy wróciłem do mieszkania.
      – Sarah! Jakie plany na śniadanie?! – zawołałem, przekraczając próg. Parę minut później znalazłem się w kuchni.
      – Naleśniki? – zapytała z uśmiechem.
      – Dobrze. Pomogę Ci. – Złapałem biały fartuch, wiszący przy kafelkowym piecu.

      Czas leciał mi dość szybko. Pomyślałem, że zaproszę Ariana. Odwiedził mnie po obiedzie i stwierdziliśmy, że zagramy w parę gier planszowych, aby oderwać się od ekranów, spotykanych w tych latach na każdym kroku. Rozsiedliśmy się na miękkim dywanie, otulającym podłogę mojego pokoju. Rozłożyłem plansze i poszperałem chwilę w szafce dębowego biurka, w poszukiwaniu kostki do gry.

~Elias~

      Zachodzące słońce umilało mi drogę zatłoczonymi ulicami Londynu. Gdy dotarłem na miejsce, było już praktycznie ciemno. Usiadłem przy stoliku jednej z małych kawiarni przy końcu miasta. Teraz miałem dużo czasu, na przemyślenie paru ważnych spraw. Ze świata własnych pomysłów wyrwał mnie dzwonek telefonu.
      – Tak? – zapytałem odruchowo, stukając nerwowo palcami o blat stołu. – Nie musisz się tym przejmować. Wszystko z nimi uzgodniłem.
Krępa kobieta podeszła do stolika, pytając czy czegoś nie potrzebuję. Zamówiłem kawę z mlekiem. Dziewczyna nabazgrała parę słów na kartce i weszła do budynku kawiarni.
      – Spokojnie. Omówiłem wszystko. Co do szczegółu. – Kontynuowałem rozmowę, wyciągając jednego papierosa z paczki. Kelnerka przyniosła moje zamówienie. Postawiła filiżankę na stole, a aromat kawy mieszał się z duszącym zapachem dymu tytoniowego. Miejsce w którym się znajdowałem, nie było ani trochę podobne do centrum, w którym hałas zatruwał życie mieszkańcom. Lampy przy kawiarni zapłonęły, rozświetlając najbliższe otoczenie, a w tle dało się słyszeć ciche rozmowy przechodniów. Parę cieni przepłynęło po chodniku i zniknęło za zakrętem starego hotelu.

~Felix~

      Arian pożegnał się ze mną około dwudziestej drugiej, a ja zacząłem upewniać się, czy nie zapomniałem wykonać któregoś ze zleconych mi zadań.
      – Felix, będę jutro. Tak jak zawsze. Dobranoc – powiedział Tim, zabierając swoje rzeczy z czerwonego fotela, stojącego przy drzwiach.
      – Dobranoc – odpowiedziałem uprzejmie. Popędziłem do pokoju, sprawdzając po drodze godzinę na starym zegarze, wiszącym w holu. Wziąłem szybki prysznic i wyciągnąłem z szafy koszulkę. To jedna z moich ulubionych. Szkoda, że nie mam takich więcej. Zarzuciłem ją na siebie i wskoczyłem na łóżko, włączając panoramiczny telewizor, wiszący naprzeciwko. Zanim się spostrzegłem, spałem już bezwładnie na czerwonych poduszkach. Chwilowy i dość głośny brzęk metalu wybudził mnie z koszmaru, który właśnie nawiedzał mnie w śnie. Nie ukrywam, że byłem wdzięczny owemu hałasowi, ale wolałem sprawdzić, czy nic się nie stało. Podniosłem się z łóżka, szukając na ślepo włącznika światła.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Druga Szansa 1



Tak więc pierwsze dwa rozdziały będą wprowadzać w świat bohatera, kolejne będą już bardziej konkretne. Nad drugim rozdziałem już pracuje. Zapraszam do przeczytania. c:
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


~Felix~
      Przetarłem oczy. Chyba za dużo czasu spędzam przy grach. Wstałem dwie godziny temu i nawet nie mam ochoty na śniadanie. Nie dziwię się. W taki upał ciężko być głodnym. Wyjście na zewnątrz byłoby niczym samobójstwo, a ja lubię swoje życie. Nawet jeśli głównie polega na leżeniu i nudzie. Fajne wakacje dla szesnastolatka potrzebującego rozrywki. „Przecież nie możemy wyjechać”, ciągle to słyszę. Rozumiem, że praca jest ważna, ale naprawdę nie można znaleźć ani chwili dla mnie? Chciałbym polecieć na Karaiby. Przecież mnie stać. Potrafię o siebie zadbać. Mógłbym wziąć paru znajomych do towarzystwa, ale nie, to zbyt niebezpieczne. „Po za tym większość z nich odpoczywa na przeróżnych wycieczkach i nie mieliby możliwości na wyjazd z tobą”, wytłumaczenie numer dwa. O wiele lepiej siedzieć przed ekranem i psuć wzrok. Tak, to jest bezpieczniejsze. Wstałem z miękkiego dywanu i rozejrzałem się po pokoju. Nic szczególnego nie zauważyłem. Żadnego pomysłu na spędzanie dnia. Otworzyłem okno, wpuszczając do pomieszczenia świeże powietrze. Wiatr poruszył kaszmirowymi zasłonami, a ja poczułem zapach chabrów, które według ogrodnika, pięknie przyozdabiają nasz ogród. Uchyliłem drzwi i podążyłem schodami na dół. Minąłem po drodze Tim'a, który jak zwykle przywitał się miło i zapytał czy czegoś nie potrzebuję. Chociaż on się mną interesuje, po co miałby robić to ktoś inny, skoro można zapłacić i opiekę nad dzieckiem masz z głowy.
     
      – Dzień dobry Felixie – powiedziała wesoło Sarah. Blondynka z pięknie upiętymi włosami. Zamknąłem za sobą drzwi do kuchni. – Co na śniadanie?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, a sama zaproponowała mi sałatkę z owoców i jogurt. Jak ona mnie dobrze zna. Pytanie wcześniej rzucone, było zbędne. Pracuje u nas już od 3 lat i jest dla mnie jak najlepsza przyjaciółka. Mam tak mało przyjaciół, że mógłbym policzyć ich na palcach u jednej ręki, więc dbam o każdego z nich, aby nie stracić tej garstki. Po śniadaniu wstałem od stołu i już miałem wracać na górę, gdy w połowie drogi zostałem zatrzymany przez matkę.
      – Pamiętasz jak mówiłeś, że chciałbyś wyjechać? – mruknęła, siadając na sofie przed telewizorem. To nie wiarygodne, ale odbiornik zajmował połowę ściany. – Tak się składa, że będziesz miał taką możliwość.
      – Naprawdę?! – krzyknąłem ucieszony i oparłem się o zdobioną poręcz schodów.
      – Naprawdę. Zostaliśmy zaproszeni do Egiptu, aby pomóc tamtejszemu instytutowi w..
      – A no tak. Wy będziecie pracować, a ja siedzieć w hotelu. Mogę się założyć, że ciekawiej spędziłbym ten czas tu, w domu przed laptopem.
      – Mówiłeś, że chcesz gdzieś wyjechać, więc pomyślałam..
      – Miałem na myśli podróż rodzinną, a nie służbową – przerwałem jej po raz drugi.
      – Jeśli nie chcesz, to możesz zostać w domu. Nikt Ci nie broni, ale zdecyduj się już dziś, bo jutro wyjeżdżamy.
Z miną poszkodowanego psa udałem się do pokoju i opadłem na wielkie łóżko, znajdujące się pod ścianą. Chwyciłem telefon i wykręciłem numer do przyjaciela. Umówiliśmy się na rogu ulicy.
     Po paru minutach byłem na miejscu i choć pogoda nie sprzyjała, to nie zwracałem uwagi, na ten żar lejący się z nieba. Opowiedziałem wszystko Arianowi. Zawsze mogłem liczyć na jego wsparcie, tak samo jak na pomoc od Sarah. Przechadzaliśmy się ulicami ruchliwego miasta w centrum Anglii.
Przystanęliśmy przy miejscowym sklepiku. Arian rzucił, że musi załatwić pewną sprawę ze sprzedawcą, a ja nie chcąc mieszać się w jego zawiłe problemy, stałem przed sklepem, grzecznie czekając aż wróci. Pewnie gdybym spróbował, zagłębiać się w jego interesy, to w nagrodę otrzymałbym dożywotni szlaban, gdyż mój przyjaciel nie należał do osób, umiejących rozwiązywać konflikty pokojowo. Parę spieszący się ludzi potrąciło mnie, nie zwracając na to najmniejszej uwagi. Rozejrzałem się dookoła, ignorując hałas samochodów i głośne rozmowy, a wzrok zatrzymałem na szklanej gablocie z gazetami. Nie zdziwiło mnie moje nazwisko, widniejące na nowo wydanym miesięczniku naukowym.
      – Co tam jest interesującego? – zapytał przyjaciel. Usłyszałem trzask szklanych drzwi.
      – Interesującego... nic, ale zobacz. Jakieś specjalnie zaprogramowane cząsteczki, ułatwiające walkę z tym najnowszym wirusem. – Dotknąłem szyby, wskazując główny temat gazety.
      – No, rodziców masz zdolnych. Skoro oni są tak zajęci swoją robotą, to może wbiłbyś do mnie we wtorek? – zapytał z uśmiechem. – Będzie parę fajnych osób.
      – Przecież miałem jechać z nimi.
      – No tak, ale pewnie pozwolą Ci zostać. – Poprawił blond grzywkę, zasłaniającą mu oczy. Jest wysoki i dobrze zbudowany jak na swój wiek. Znamy się niemal od dziecka, a ja wiem o nim więcej niż jego własna rodzina.
     
      – Felix? – Zatrzymałem się w połowie schodów. – Nie powinieneś wracać tak późno.
      – Starałem się was nie obudzić – wytłumaczyłem szybko. Kobieta spojrzała na wielki, ozdobny zegar, wiszący na ścianie. W tej chwili pasowała do wystroju, jak ja do podręcznika do matmy. Tak, jestem świetny z tego przedmiotu. Rozczochrane włosy mojej matki i rozmazany makijaż, którego zmywanie jak widać sobie odpuściła, sprawiał, że wyglądała na dwa razy bardziej wkurzoną.
      – Trzeba było – odparła – wrócić nad ranem. Wtedy nie miałbyś problemu z budzeniem nas.
      – Daruj sobie te ironię – mruknąłem pod nosem i podreptałem schodami na górę. Wychyliłem się zza barierki, spoglądając na matkę z góry. – A jeśli chodzi o wyjazd, to zostaję w domu. Arian robi imprezę i nie chce jej przegapić.
      – Wstajesz jutro wcześnie. Skoro nie chcesz jechać, musisz wiedzieć parę ważnych rzeczy, a o piątej wychodzimy z domu. Dziś już nie mam siły, tłumaczyć Ci wszystkiego. – Ziewnęła i poprawiając koszule nocną, wróciła do sypialni. Ciekawe co takiego miałbym wiedzieć. Zatrudniona obsługa zajmuje się niemal wszystkim, więc po co mi instrukcje?

niedziela, 4 sierpnia 2013

Druga szansa Prolog




&Prolog&

     Nie zastanawiałeś się nigdy, jak wygląda życie osób, które nie muszą martwić się o pieniądze? Oczywiście, można pomyśleć, że nie potrzebują niczego więcej. Przecież dzisiejszy świat jest taki zepsuty. Nikomu nie ufasz i chcesz na wszystko dowodów. Praca i nauka, bo jak to mówią, bez tego nie masz szansy na godne życie. Nie raz pewnie słyszałeś od rodziców, że w szkole wyrabiasz sobie własną przyszłość. Bez dyplomu nie znajdziesz lepszej posady, a bez niej nie zdobędziesz pieniędzy na utrzymanie, co z kolei prowadzi do śmierci głodowej. Logika świata nie jest skomplikowana, lecz po co marnować tyle czasu, skoro można mieć wszystko dużo szybciej. Czy jesteś jednak na tyle odporny i sprytny, aby ominąć te bariery?

~Felix~

     – Włącz czwarty program! – Krzyk kuzynki i skrzypienie podłogi dochodziło z piętra. – Twoi rodzice są w telewizji!
Podekscytowany dziewięciolatek z bujną blond czupryną chwycił pilot i włączył stary odbiornik. Tak, to ja. W tym momencie moje życie zmieniło się o 180 stopni. Tępo wpatrzony zielonymi oczami w nadpęknięty obraz, słuchałem prezenterki wiadomości. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy zobaczyłem własną rodzicielkę, udzielającą wywiadu na temat pewnego pierwiastka chemicznego i chociaż nie rozumiałem ani słowa, to wiedziałem, że wszystko co mówi jest prawdą. W końcu moja mama jest tak utalentowana. Szkoda, że dopiero teraz to zauważono. Zaraz obok niej siedział ojciec, dumnie prezentujący wyniki ich ostatnich badań. On też należał do osób, mogących pochwalić się wiedzą. Wierzę, że wspólnie potrafią zdziałać cuda. Co jednak, jeśli ten cudny świat, który opierał się na tak ciężkiej pracy, zostanie zburzony w jedną noc? Wzbogaci innych, dzięki zwykłemu ominięciu barier. Myślisz wtedy, jak podła musi być osoba, która się do tego przyczyniła.