sobota, 14 grudnia 2013

Druga Szansa 5

Chyba niewybaczalne są tak długie przerwy, więc obiecałem sobie, że kolejny rozdział napiszę już jutro.
----------------------------------------------------------------------------------
~Arian~

     – Przekaż to Gabrielowi. – Niemal chorobliwie chuda brunetka podała mi listę zakupów. Niechętnie odebrałem od niej pogiętą kartkę.
     – On już pojechał – stwierdziłem krótko, próbując oddalić się od dziewczyny.
     – No to do niego zadzwoń. – Zatoczyła się pijacko i opadła na poplamiony sokiem fotel.
     – Sama to zrób. – Wskazałem na telefon, stojący niedaleko drzwi wejściowych. Miałem już szczerze dość tego syfu i hałasu, jaki stwarzali moi goście. Brunetka podniosła się, chwytając słuchawkę. Na moje nieszczęście. Dziewczyna uderzyła kolanem w szafę, na co syknęła z bólu i zrzuciła cały aparat telefoniczny na ziemię.
     – Oj... naprawię – powiedziała z uśmiechem.
Nie mogłem dłużej oglądać tej tragedii, więc wyszedłem na korytarz, przepychając się między rozmawiającymi uczestnikami imprezy. Moim celem było znalezienie tu miejsca, w którym da się usłyszeć cokolwiek, poza śmiechem i muzyką. Usiadłem na huśtawce w ogrodzie i rozejrzałem się dookoła. Akurat tu było w miarę czysto. Pewnie dlatego, że zimny wiatr dzielnie zapędzał wszystkich do środka... No może pomijając pewną parę, leżącą niedaleko basenu. Wyjąłem telefon z kieszeni. Nie dość, że nic nie idzie zgodnie z moim planem, to jeszcze Felix nie raczył się pojawić. Nieźle poddenerwowany odnalazłem numer do przyjaciela i przyłożyłem komórkę do ucha. Spodziewałem się braku odpowiedzi, gdyż chłopak olewał moje próby połączenia już od dłuższego czasu. Odrzuciłem telefon na huśtawkę i ruszyłem w kierunku domu. Trzeba ogarnąć towarzystwo, zanim rozpierdolą resztę mieszkania.


~Felix~

     Nie zdawałem sobie sprawy, jak ważny może być w życiu jeden, mały przedmiot, odmierzający czas, dopóki nie odczułem jego braku. W więzieniu, jaki zorganizowali mi ci popierdoleni ludzie, nie było żadnego zegara. Ociężale podniosłem się ze skrzypiącego łóżka i usiadłem przy drzwiach. Nie wiem, ile czasu mnie tu trzymają, ale czuję się, jakbym nie widział światła dziennego przynajmniej z rok. Podciągnąłem kolana pod brodę, opierając na nich głowę. Właśnie tak wyglądało moje życie tutaj. Cały dzień przesiadywałem niemal w bezruchu i tylko zastanawiałem się, czy ktoś jeszcze o mnie pamięta. Czy powiadomili wszystkich moich znajomych o zaginięciu? Czy starają się mnie odnaleźć?
     – Dobrze wiesz, że z nimi ciężko się dogadać. – Usłyszałem stłumiony, męski głos, dochodzący zza drzwi.
     – Tym razem będzie dobrze. – odpowiedział ktoś niewyraźnie.
Ciężkie, drewniane drzwi uderzyły w moje ramię.
     – Auć – mruknąłem, odsuwając się od źródła bólu.
     – Ładnie to tak podsłuchiwać? – zapytał czarnowłosy i odstawił tacę z jedzeniem na pięknie wyczyszczony stolik. – Posprzątałeś tu...
     – Mówiłem przecież, że nie mogę żyć w takim syfie. – Wstałem z podłogi, po czym skierowałem się w kierunku stolika z jedzeniem. Dostałem kanapki i herbatę. Jak zwykle, pomyślałem, chwytając kubek. Przysiadłem na sofie, bacznie obserwując chłopaka. Straciłem zaufanie do wszystkich. Czułem się, jakbym nikogo nie obchodził... Mógłbym moją osobę porównać nawet do psa, pilnującego podwórka. Chociaż nie. Takie stworzenie ma w życiu jakiś cel. Ja jestem tu zbędnym przedmiotem, na którego trzeba wydawać kasę, aby nie umarł z głodu.
     – No jedz. – Czarnowłosy usiadł obok, podsuwając talerz bliżej mnie. Pewnie nie da mi spokoju, dopóki nie zjem, jednak tym razem naprawdę nie miałem na to ochoty.
     – Nadal będę tu siedział, co nie? – zapytałem cicho i zacząłem obracać w dłoniach kolorowy kubek, w którym dostałem herbatę. Nie doczekałem się odpowiedzi, a zamiast niej zobaczyłem chłopaka, opuszczającego mój „pokój”.
     – Chyba mogę wiedzieć! – krzyknąłem za nim, gdy trzasnął drzwiami na pożegnanie. Krążyłem po pomieszczeniu, zadając sobie tysiące pytań. Zdążyłem do tej pory obszukać całe moje więzienie, w poszukiwaniu przedmiotu, który mógłby pomóc mi się stąd wydostać . Przecież nie mogę wiecznie tu siedzieć. Zacisnąłem pięści i z całej siły uderzyłem w drewnianą ścianę. Ta jebana, mała klatka doprowadza mnie do furii. Zrezygnowany przetarłem oczy i wyciągnąłem z półki dwa ołówki. Zacząłem szkicować na panelach, to dużo lepsze miejsce do rysowania niż zwykłe kartki. Odkryłem swoje zdolności artystyczne zeszłej nocy, podczas której nie mogłem zmrużyć oka. Nie łatwo wyobrazić sobie, jak chore myśli mogą przyjść człowiekowi do głowy, gdy żyje na łasce złodziei, porywaczy i Bóg wie kogo jeszcze. Połowa ścian i podłogi była już zamalowana moimi wymyślnymi ilustracjami. Przydałby się jakieś farby bądź kredki. Pomyślałem, że mógłbym sprawić, aby te smutne drewno nabrało życia, które tak nieustannie upływa mi w jednym, ponurym pokoju.


~Nathan~

      Wysoki facet w marynarce spojrzał na mnie niechętnie. Jeśli nie przestanie mnie tak obserwować, to pożałuje, że wsiadł do tego autobusu. Widać, iż koleś ma dobrą prace i masę kasy. Markowy garnitur, drogi telefon w ręku. Chyba nie zdaje sobie sprawy, że na świecie istnieją osoby, które chętnie by taką komórkę przywłaszczyły, a on od tak - afiszuje się nią w państwowym autobusie. W sumie, zastanawiający jest fakt jego pobytu tutaj. Pewnie ma nie jeden samochód. Autobus gwałtownie zahamował, a ja poleciałem na oparcie siedzenia przed sobą. Naciągnąłem kaptur na głowę i powróciłem do badania wzrokiem faceta, siedzącego niedaleko mnie. Wysiadł on na najbliższym przystanku, a ja rozsiadłem się wygodnie, będąc pewny, że nikt już nie zakłóci mojego spokoju. Po jakimś czasie zostałem niemal sam. Pojazd zwalniał przy ostatnim przystanku, jaki miał w planach tego dnia. Wysiadłem pospiesznie i znalazłem się na ruchliwej, przepełnionej hałasem i światłami ulicy. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to gablota z najnowszymi ogłoszeniami. Podszedłem do niej i odgarnąłem włosy, natrętnie opadające mi na oczy. „ Syn sławnej pary naukowców zaginął!” Poniżej tego napisu przymocowane było zdjęcie Felixa. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy nagle dostrzegłem kobietę, która przyglądała się temu samemu ogłoszeniu. Minąłem ją i poprawiłem kaptur, przysłaniając swoje podkrążone oczy. Podążałem dobrze oświetlona ulicą w centrum miasta. W końcu zatrzymałem się przed ewidentnie oryginalnym sklepem. Uchyliłem stare, drewniane drzwi, a typowy zapach „starości” dał o sobie znać.
     – Dobry wieczór. Co tam, Nat? – Usłyszałem w progu i ruszyłem w głąb pomieszczenia.
     – Siema. Mamy lekkie problemy. – Wyciągnąłem dłoń do starszego mężczyzny za ladą. Gdy podał mi swoją, zauważyłem, że była ona tak strasznie wychudzona i wątła. – Jak się czujesz?
     – Nie jest źle. – Uśmiechnął się do mnie nieznacznie.
Moją uwagę zwróciła maskotka, stojąca przy kasie. Lekko połatany, pluszowy miś przewiercał mnie swoim sztucznym wzrokiem. W tym sklepie nigdy nie sprzedawali normalnych rzeczy. Po co komu taki stary pluszak?
     – Trzymaj – mruknął mężczyzna i z hukiem postawił na ladzie czarny plecak. Podskoczyłem w lekkim szoku, który wyrwał mnie z przemyśleń.
     – Nie uważasz, że przydałoby się tu jakieś lepsze oświetlenie? – Wskazałem ręką na ledwo żywą lampkę, umieszczoną w rogu sklepu. W takich chwilach mam wrażenie, że rzeczom martwym też należy się współczucie.
      – Może i masz rację – stwierdził mężczyzna i przechylił lekko głowę w zastanowieniu.
Sięgnąłem do kieszeni, wydobywając z niej małą fiolkę. Podrzuciłem ją lekko do góry i złapałem drugą ręką.
     – Nathan! Nie rób sobie jaj! – Zobaczyłem jak oczy sprzedawcy rozszerzają się w przerażeniu.
     – Spokojnie – odparłem z lekkim śmiechem, okładając przedmiot na blacie. Kolejny raz zerknąłem na pluszaka, a po chwili namysłu zgarnąłem go z lady. Mruknąłem jeszcze krótkie pożegnanie, opuszczając sklep z plecakiem na prawym ramieniu. Za moimi plecami rozległo się ciche, pogardliwe prychnięcie, co poszerzyło mi uśmiech na twarzy.
      Kroczyłem spokojną ulicą, oglądając uważnie misia. Teraz, w świetle latarni, idealnie widoczne były jego oczy, wykonane z morskich guzików i czarne, sztuczne futro, z którego został uszyty. Może poprawi Felixowi humor.

2 komentarze:

  1. Podobają mi się dwie rzeczy u ciebie. Tytuł bloga oraz to opowiadanie. :) Postaram się być stałym gościem u ciebie. Dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle czekania, ale jednak się opłaciło.
    Z coraz to kolejnym rozdziałem zastanawiam się tylko, co będzie dalej i co będzie dalej... Jestem ciekawa, jak to wszystko dalej się potoczy i czy ktoś w końcu wpadnie na trop, gdzie może być przetrzymywany Felix. Fajnie było poczytać coś, co opowiada o Nathanie i jego życiu spoza sprawy dotyczącej porwania. A ten miś na końcu... Od razu widać, że facet ma tę swoją "miękką stronę". ;p

    OdpowiedzUsuń