Tak więc pierwsze dwa rozdziały będą wprowadzać w świat bohatera, kolejne będą już bardziej konkretne. Nad drugim rozdziałem już pracuje. Zapraszam do przeczytania. c:
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
~Felix~
Przetarłem oczy. Chyba
za dużo czasu spędzam przy grach. Wstałem dwie godziny temu i
nawet nie mam ochoty na śniadanie. Nie dziwię się. W taki upał
ciężko być głodnym. Wyjście na zewnątrz byłoby niczym
samobójstwo, a ja lubię swoje życie. Nawet jeśli głównie polega
na leżeniu i nudzie. Fajne wakacje dla szesnastolatka potrzebującego
rozrywki. „Przecież nie możemy wyjechać”, ciągle to słyszę.
Rozumiem, że praca jest ważna, ale naprawdę nie można znaleźć
ani chwili dla mnie? Chciałbym polecieć na Karaiby. Przecież mnie
stać. Potrafię o siebie zadbać. Mógłbym wziąć paru znajomych
do towarzystwa, ale nie, to zbyt niebezpieczne. „Po za tym
większość z nich odpoczywa na przeróżnych wycieczkach i nie
mieliby możliwości na wyjazd z tobą”, wytłumaczenie numer dwa.
O wiele lepiej siedzieć przed ekranem i psuć wzrok. Tak, to jest
bezpieczniejsze. Wstałem z miękkiego dywanu i rozejrzałem się po
pokoju. Nic szczególnego nie zauważyłem. Żadnego pomysłu na
spędzanie dnia. Otworzyłem okno, wpuszczając do pomieszczenia
świeże powietrze. Wiatr poruszył kaszmirowymi zasłonami, a ja
poczułem zapach chabrów, które według ogrodnika, pięknie
przyozdabiają nasz ogród. Uchyliłem drzwi i podążyłem schodami
na dół. Minąłem po drodze Tim'a, który jak zwykle przywitał się
miło i zapytał czy czegoś nie potrzebuję. Chociaż on się mną
interesuje, po co miałby robić to ktoś inny, skoro można zapłacić
i opiekę nad dzieckiem masz z głowy.
– Dzień dobry
Felixie – powiedziała wesoło Sarah. Blondynka z pięknie upiętymi
włosami. Zamknąłem za sobą drzwi do kuchni. – Co na śniadanie?
Nie zdążyłem
odpowiedzieć, a sama zaproponowała mi sałatkę z owoców i jogurt.
Jak ona mnie dobrze zna. Pytanie wcześniej rzucone, było zbędne.
Pracuje u nas już od 3 lat i jest dla mnie jak najlepsza
przyjaciółka. Mam tak mało przyjaciół, że mógłbym policzyć
ich na palcach u jednej ręki, więc dbam o każdego z nich, aby nie
stracić tej garstki. Po śniadaniu wstałem od stołu i już miałem
wracać na górę, gdy w połowie drogi zostałem zatrzymany przez
matkę.
– Pamiętasz jak
mówiłeś, że chciałbyś wyjechać? – mruknęła, siadając na
sofie przed telewizorem. To nie wiarygodne, ale odbiornik zajmował
połowę ściany. – Tak się składa, że będziesz miał taką
możliwość.
– Naprawdę?! –
krzyknąłem ucieszony i oparłem się o zdobioną poręcz schodów.
– Naprawdę.
Zostaliśmy zaproszeni do Egiptu, aby pomóc tamtejszemu instytutowi
w..
– A no tak. Wy
będziecie pracować, a ja siedzieć w hotelu. Mogę się założyć,
że ciekawiej spędziłbym ten czas tu, w domu przed laptopem.
– Mówiłeś, że
chcesz gdzieś wyjechać, więc pomyślałam..
– Miałem na myśli
podróż rodzinną, a nie służbową – przerwałem jej po raz
drugi.
– Jeśli nie chcesz,
to możesz zostać w domu. Nikt Ci nie broni, ale zdecyduj się już
dziś, bo jutro wyjeżdżamy.
Z miną poszkodowanego psa
udałem się do pokoju i opadłem na wielkie łóżko, znajdujące
się pod ścianą. Chwyciłem telefon i wykręciłem numer do
przyjaciela. Umówiliśmy się na rogu ulicy.
Po paru minutach byłem
na miejscu i choć pogoda nie sprzyjała, to nie zwracałem uwagi, na
ten żar lejący się z nieba. Opowiedziałem wszystko Arianowi.
Zawsze mogłem liczyć na jego wsparcie, tak samo jak na pomoc od
Sarah. Przechadzaliśmy się ulicami ruchliwego miasta w centrum
Anglii.
Przystanęliśmy przy
miejscowym sklepiku. Arian rzucił, że musi załatwić pewną sprawę
ze sprzedawcą, a ja nie chcąc mieszać się w jego zawiłe
problemy, stałem przed sklepem, grzecznie czekając aż wróci.
Pewnie gdybym spróbował, zagłębiać się w jego interesy, to w
nagrodę otrzymałbym dożywotni szlaban, gdyż mój przyjaciel nie
należał do osób, umiejących rozwiązywać konflikty pokojowo.
Parę spieszący się ludzi potrąciło mnie, nie zwracając na to
najmniejszej uwagi. Rozejrzałem się dookoła, ignorując hałas
samochodów i głośne rozmowy, a wzrok zatrzymałem na szklanej
gablocie z gazetami. Nie zdziwiło mnie moje nazwisko, widniejące na
nowo wydanym miesięczniku naukowym.
– Co tam jest
interesującego? – zapytał przyjaciel. Usłyszałem trzask
szklanych drzwi.
– Interesującego...
nic, ale zobacz. Jakieś specjalnie zaprogramowane cząsteczki,
ułatwiające walkę z tym najnowszym wirusem. – Dotknąłem szyby,
wskazując główny temat gazety.
– No, rodziców masz
zdolnych. Skoro oni są tak zajęci swoją robotą, to może wbiłbyś
do mnie we wtorek? – zapytał z uśmiechem. – Będzie parę
fajnych osób.
– Przecież miałem
jechać z nimi.
– No tak, ale pewnie
pozwolą Ci zostać. – Poprawił blond grzywkę, zasłaniającą mu
oczy. Jest wysoki i dobrze zbudowany jak na swój wiek. Znamy się
niemal od dziecka, a ja wiem o nim więcej niż jego własna rodzina.
– Felix? –
Zatrzymałem się w połowie schodów. – Nie powinieneś wracać
tak późno.
– Starałem się was
nie obudzić – wytłumaczyłem szybko. Kobieta spojrzała na
wielki, ozdobny zegar, wiszący na ścianie. W tej chwili pasowała
do wystroju, jak ja do podręcznika do matmy. Tak, jestem świetny z tego przedmiotu. Rozczochrane włosy mojej matki i rozmazany makijaż,
którego zmywanie jak widać sobie odpuściła, sprawiał, że
wyglądała na dwa razy bardziej wkurzoną.
– Trzeba było –
odparła – wrócić nad ranem. Wtedy nie miałbyś problemu z
budzeniem nas.
– Daruj sobie te
ironię – mruknąłem pod nosem i podreptałem schodami na górę.
Wychyliłem się zza barierki, spoglądając na matkę z góry. – A
jeśli chodzi o wyjazd, to zostaję w domu. Arian robi imprezę i nie
chce jej przegapić.
– Wstajesz jutro
wcześnie. Skoro nie chcesz jechać, musisz wiedzieć parę ważnych
rzeczy, a o piątej wychodzimy z domu. Dziś już nie mam siły,
tłumaczyć Ci wszystkiego. – Ziewnęła i poprawiając koszule
nocną, wróciła do sypialni. Ciekawe co takiego miałbym wiedzieć.
Zatrudniona obsługa zajmuje się niemal wszystkim, więc po co mi
instrukcje?
No, myślałam, że już się nie doczekam pierwszego rozdziału, a tu proszę. Mimo że jak na razie nie przekazał on nic konkretnego, co dotyczyłoby ogólnej problematyki, oczywiście oprócz niezbyt dobrych kontaktów Felixa z rodzicami, pierwsza część jest bardzo ciekawa i miło się ją czytało. Po za tym od razu ma się ochotę dostać w ręce kolejny rozdział, a to dobrze wróży temu opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńNa miejscu Felixa także zostałabym w domu, zamiast wyjeżdżać z rodzicami, nawet jeśli nie miałabym w planach żadnej imprezy. Koniec końców jego rodzice mogliby się bardziej postarać i poświęcić mu trochę swojego czasu. Biedny chłopak.
Szczerze? Tak się zaczytałam, że nie zauważałam możliwych błędów, ale wydaje mi się, że nie było ich wiele. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy to w zdaniu "Daruj sobie te ironię", powinno być "tę" zamiast "te". "Te" to liczba mnoga od rodzaju żeńskiego.
Biorąc pod uwagę, że czytałam tego bloga od początku, czyli od czasu, kiedy publikowany był "Artysta" - muszę oddać Ci honory, bo piszesz coraz lepiej i robisz coraz mniej błędów. Tylko tak dalej.
Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam. (:
xx